Jesteśmy narodem narzekającym. Marudzimy sobie na każdy temat. Wiecznie niezadowoleni.
Codziennie, przez cały rok, na okrągło. Każdego ranka w naszym pięknym kraju budzi się ok. 40 milionów ludzi. Otwierają jedno oko i zaczyna się… litania do „NIE”.

Tym razem jest dobry, mocny powód.
Brak śniegu. Brak zimy. Brak sensu. Wiadomo. Jest lato, jest za gorąco. Jest zima, jest za zimno. Jest jesień, jest zbyt średnio. A potem znowu ta wiosna… Kurrrrde.
No wszystko jest źle.

To taka nasza narodowa przypadłość. Narzekać, byle narzekać.
Sam czasem popadam w ten stan. Im bardziej jestem zmęczony, tym bardziej kłapię gębą i roznoszę pesymizm na lewo i prawo. Spójrzcie chociażby na swoją tablicę na Facebooku. Połowa znajomych narzeka na brak zimy.

No tak, ale gdyby spadł śnieg, to zima znów zaskoczyłaby drogowców.
Drogowcy zawsze są zaskoczeni; przez śnieg, przez wiatr, przez dziury w drogach, grząski asfalt latem.
W tym roku idzie im świetnie, bo zimowa aura po prostu jeszcze nie nastała.
Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że zima „zawiodła drogowców”, bo ci nie mogą się wykazać – cholerna zima! Póki co, dyszcz. Dyszcz i chlapa! Brak zimy – cholera jasna :/

Organizm człowieka, na szczęście, bardzo szybko dostosowuje się do danej temperatury i warunków atmosferycznych. Ja chętnie sprawdziłbym jak przystosowuję się do stałej temperatury w okolicy 25 stopni Celsjusza. Wszyscy myślą, że jeśli przez pięć lat mamy ciepłą zimę, to tak już zostanie.
Ale dopiero po 30 latach można powiedzieć, że klimat zmienił się na dobre.
Zima jaką mamy teraz, mieści się w granicach normy. Jednak taka pogoda daje nam duuuużo zarazków, które nie są wybijane przez siarczysty mróz.

Skutkiem tego są letnie naloty dywanowe komarów. Komarów, z którymi też nikt nie będzie umiał sobie poradzić. No bo kto? Drogowcy? To oczywiście wina Tuska. Nie braku srogiej zimy. To wina innych czynników – nigdy nasza.

I wyciągasz te dzieci na dwór. I chodzą przez godzinę przemoczone do suchej nitki. I wracasz potem do domu a  następnego dnia klops – dzieci charczą, glut po kolana. Ale to nie Twoja wina. To wina pogody!

A może przewidzieć naprzód taki obrót spraw i na każdy spacer zabierać ze sobą pastylki Tantum Verde na gardło? Czapki, szaliki, rękawiczki, botki, kozaczki, parasol i pastylki Tantum Verde. Nowy, zimowy zestaw spacerowy.
Profilaktyka 100%. Spacerujecie w tych niesprzyjających warunkach, dzieci marzną, ale po drodze do domu wcinają po pastylce. Oddech świeży (nie czuć nawet grubego hamburgera z frytkami, którego zjedliśmy na spacerze), gardło zabezpieczone. To ma sens. Styl taty-kombinatora. Lepszy taki, niż żaden 🙂
No bo czyj? Drogowców? Cholerna zima.


Gdzie ta zima, ja się pytam?!

Podobno będzie. Jeszcze spadnie śnieg. PODOBNO ma sypnąć w okolicy nowego roku.
Mam nadzieję, że tak będzie. Chcę zabrać dzieciaki na sanki i pozjeżdżać z nimi z górki. Przemoczyć ubrania i doprowadzić do kataru… oraz do cudownego narzekania mojej żony.
Chcę od niej usłyszeć: “Jak poubierałeś nasze dzieci?! Jedno spocone, drugie zmarzło…
Znowu nie pomyślałeś. Ten szalik, w ogóle nie pasuje do tej czapki. Skąd właściwie wziąłeś tę czapkę? Pozamieniałeś im rękawiczki… Co Ty byś beze mnie zrobił?!”. Ach, bring it on! 🙂

Nie wiem, czy zauważyliście, ale narzekanie na pogodę to głownie domena facetów.
Drogie panie, zapewniam, że nie jest to spowodowane naszymi słabościami. Jest to spowodowane czymś innym.
(sic!) Dla nas takie narzekanie to szansa na wymiganie się od domowych obowiązków.
Na przykład kiedy nie chce Ci się ubierać dzieci i wychodzić z domu, mówisz: „Ej, pogoda jest jakaś taka… złowroga. Nie chcę tam iść. Boję się. Boję się, że dzieci się pochorują”. To zawsze działa 😉

2 KOMENTARZE

  1. Eeee, u mnie (Kurpiowszczyzna) zima jest, śnieg nie duży ale jest, mróz jest, zjerzdżanie na sankach było, poliki u dzieci czerwone od mrozu i wysiłku były, fajnie było. Teraz czekam na większy śnieg i możliwośc zorganizowania kuligu, takiego prawdziwego z saniami ciągniętymi przez konie i ogniskiem w lesie zasypanym śniegiem.
    Udanego nowego roku!

  2. U nas (mazowieckie) śniegu jak na lekarstwo. Praktycznie brak. Chłopaki by na sankach pozjeżdżali, ulepili bałwana – a tu, nie ma na czym, nie ma z czego :/ Rano było -10 i choć wcześniej przez chwilę pomyślałam, żę fajnie by było, gdyby śnieg spadł, żeby było trochę chłodniej – to teraz już nie chcę 😉 Chcę ciepła, wiosny, lata… w ostateczności śnieg – taki po pachy – gdy ferie będą – ale to też, tylko przez kilka dni, bo dłużej nie wyrobię ;D

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here