Zauważyliście jak Wasze dzieci reagują na reklamy zabawek w TV? Obserwowaliście ta tematyka ewoluuje? Sam pamiętam reklamy fajnych gadżetów i zabawek, emitowanych na kanale PRO7. Pamiętam oryginalne Telezakupy Mango. Jak dobrze sięgniesz pamięcią, też znajdziesz jakieś dobre wspomnienia związane z jakimiś reklamami. No to Frugo? Tak to już jest ze skojarzeniami.

Czasem po prostu chcemy fajnych rzeczy. Im młodsi jesteśmy, tym rzeczy wydaje się nas przyciągać. A żeby dowiedzieć się o tych fajnych rzeczach, trzeba było oglądać TV – innych reklam poza tv i prasą w latach ’80 ’90 nie było. Normalna sprawa.

My, tak jak nasze dzieci, mieliśmy dzieciństwo i mieliśmy bajki. Dużo bajek.

Jednakże dzisiejszy świat, to trochę większa ilość “marek” dla dzieci niż w naszych czasach. Nazywam bohaterów bajek, po imieniu, bo w marketingu “Spiderman”, “Batman”, “Tomek i Przyjaciele”, “Kaczor Donald”, to są produkty do sprzedaży – marki/brand’y, które za odpowiednie pieniądze można kupić.

Możesz w danej chwili sprzedawać grille dla dzieci. Wpadasz na pomysł, że pasowałby do nich “Superman”. Masz wystarczająco dużo kasy. Kupujesz licencję i sprzedajesz grille z oryginalnym Supermanem -nazywasz to: Superman’s Grill – masz do tego prawo. Dzieci się w tych grilach zakochają, rodzice kupią tego więcej, bo dzieciaki chętniej zjedzą obiadek z grilla z supermanem.

Nie dlatego, że to grill lepszy od innych, ale dlatego, że to TEN Superman. Prosta sprawa. Na dorosłych taki ruch również zadziała. Pomimo wiedzy, sam się na to łapię. Decyzję zakupową podejmują emocję. Napiłbyś się chętniej wódki, którą promuje 50 Cent, czy tą którą promuje Żebrowski? To też postaci fikcyjne, a dajemy się im nabrać. Nic z tym nie zrobimy, często emocje związane z postrzeganiem “bajek” są silniejsze niż rozum.

A jak jest z dziećmi? Dzieci im dłużej żyją na tym świecie, tym więcej fikcyjnych postaci znają. Przypomnij sobie te, które prawdopodobnie znasz, pomimo, że raczej nie starałeś się, żeby je wszystkie zapamiętać: Królewna Ścieżka, Potwory i Spółka, Toy Story, LEGO Ninjago, Star Wars, Smerfy, Barbie, Stacyjkowo, Kot Prot, Rybka Mini Mini, Nemo, Shrek, Kucyki Pony, Truskawkowe Ciastko, Strażak Sam, Garfield, Tom i Jerry, Flinstonowie, Masza, Pingwiny z Madagascaru… no i na drugim wdechu lecimy tylko po tych najlepiej rozpoznawalnych … Świnka Peppa, Gumisie, Johnny Bravo, Dexter, Elza, Kubuś Puchatek, Hulk, Myszka Miki, Reksio i Scooby Doo, Hello Kitty, Pokemony, Angry Birds i Pszczółka Maja. Muminki, Stacyjkowo, Syrenka Ariel, Atomówki, Auta, Samoloty, Alladyn, Teletubisie, Pokahontaz, Tarzan, Twiggy, Król Lew, Minionki, Spongebob, He-man i Tsubasa. Troskliwe Misie, Bugs Bunny, Denver, Krecik, Gumisie, Calineczka, Czerwony Kapturek, Elmo, Piotruś Pan i Bambi, Jake, Strażak Sam, George, Traktor Tom, Magadascar, Królewna która śpi, Simsonowie, Włatcy Móch, Filemon, Lucky Luke, Kacper the Ghost, Inspektor Gadżet, Moto Myszy z Marsa, Ninja Turtles, Ćwirek, Żwirek, Popeye aka Papaj, Yogi, Buli, Colargol. Już mi się więcej nie chce wymieniać. Zauważyłeś, że prawdopodobnie 90% jest z tej listy Ci znana? Uważasz, że masz zaśmiecony umysł? Czy może każda z tych bajek czegoś Cię nauczyła? To ciekawe. Dorośli z automatu starają się dzieciom zakodować, że: bajka = możesz robić coś mądrzejszego niż oglądać ten badziew.

Trochę niesłusznie. Dopóki bajki nie są natrętnym marketingiem i niosą ze sobą sens, wartość i morał – mogą być dobrym nauczycielem.

Bohaterów bajek jest dużo. Warto znać, wiedzieć, selekcjonować to co dobre i to co nie do końca słuszne.

Wszystko to i jeszcze więcej, jest z nami na co dzień – w tv, w smartfonie, w gazecie, w sklepie, w plecaku, w restauracji, u babci… Dzieci zbierają swoją bazę bajek tak jak my kiedyś zbieraliśmy swoje ulubione tytuły, przez całe życie u siebie w głowie katalogowaliśmy wszystkich swoich ulubieńców. Różnica jest ta, że my nie mieliśmy YouTube i dostępu do KAŻDEJ bajki. Bez wyjątku.

Teraz wracam do dzieciaków. My znamy wszystkie te postaci. Dzieci znają je jeszcze bardziej. Co daje nam marketingowo znajomość tych postaci? Ano to, że zazwyczaj bohaterowie to miłe charaktery. Niektórzy silni, niektórzy mili, niektórzy to żarłoki.

Duże sklepy to bajkowe centra rozrywki. Co drugi produkt ma swojego bohatera. Nawet filet z ryby może mieć kumpla, który zaprosi nas do zjedzenia jego rodziny.

Każdy z nas się z tym zderza. Pierwsze lepsze zakupy. Idziemy do sklepu, a tam witają nas uginające się od produktów półki. Jeśli ktoś jest ciekawski i czyta etykietki, widzi, że produkty nie różnią się składem, bądź różnią się nim tylko odrobinę. Czasem tylko nazwami. Dla przykładu: 200g paczka paluszków tradycyjnych, u każdego producenta powinna mieć porównywalnie ten sam skład. Więc jeśli nie ma różnic w produkcie, to cena nie powinna być u nikogo wyższa. A ceny się różnią i to bardzo.

 

Kubuś Puchatek jako broń masowego marketingu. Sprawdza się od lat.

Żeby cenę podwyższyć, można dokleić do produktu postać. Np. Kubusia Puchatka – tego, który lubi jeść. Wchodzicie na stację benzynową z dzieckiem. Na wysokości 60 cm wisi półka, na której leżą paluszki. Pięć rodzajów. Pomiędzy nimi jedno opakowanie na którym jest Kubuś Puchatek, a kolejne ma tylko napisy i nadrukowane kryształki soli. Konkurs brzmi tak: które opakowanie wybierze dziecko?

OK, ty nie zdążyłeś odpowiedzieć na pytanie, a Twoje dziecko już pewnie zjada te z Kubusiem.

No właśnie. Na tym to polega. Dzieciaki coś znają i lubią, więc kiedy to widzą, mają pozytywne skojarzenia.

Akurat ten jeden to aspekt czysto praktyczny. Poza praktycznymi atutami, ma atuty niepraktyczne. Na przykład, pozytywny bohater wspomaga ocieplić wizerunek całej marki. Spójrz na bieżącą kampanię sieci komórkowej PLAY. W salonach spotkacie Pingwiny z Madagaskaru. Król Julian chyba również dał się namówić na podpisanie umowy o współpracy. Śmiesznie co?

Przeszedłem się po jednych, średnio dużych delikatesów. “Kilku” produktów z kolorowymi postaciami znalazłem. Widzicie jak wielu producentów kieruje swoje rzeczy do dzieci? 🙂

W sklepie jest mnóstwo produktów "dla dzieci"
Bajki dla dzieci są na różnych produktach.

 

2 KOMENTARZE

  1. Za tymi jogurtami Avengers “popylałem” przez całe miasto z młodym… o mały włos bym ich nie znalazł (wówczas była promocja, więc ‘niestandardowe’ regały). Na szczęście były…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here