Pojechałem z samego rana do sklepu, Tesco – bo małe kolejki. Przed wejściem wyjąłem z bankomatu sporo pieniędzy. Portfel wypchany gotówką. Jestem w Tesco, skompletowałem zakupy. Sięgam do kieszeni i… nie ma portfela. Lekka panika. Biegam po sklepie i szukam. Nie ma. Najwyraźniej grubość rzeczy, którą ktoś znalazł, przyćmiła coś takiego jak chęć pomocy, współczucie etc.

Co mogę zrobić? Poprosić ochronę o pomoc. Ma przecież kamery na cały sklep, widzi, ogląda, sprawdza – jest na bieżąco. Proszę więc o spojrzenie którędy szedłem i czy ktoś idący obok mnie nie podnosił jakiegoś przedmiotu za mną. Ochrona mówi: już paczę paczę, ale to nie tak szybko – myśli pan że ja mam jedną kamerę?.

Myślę, że nie masz jednej, właśnie dlatego przyszedłem.

Kolejne osoby opuszczały sklep, a ja mogłem jedynie patrzeć, z nadzieją że ktoś mi nie wyniósł portfela.

Człowiek “Ochroniarz – ochraniacz – security” najwyraźniej nie zrozumiał jakie ma zadanie w sklepie. Postanowił właśnie w tym newralgicznym momencie porozmawiać przez komórkę – pobiadolić sobie z koleszką o tym co będą robić wieczorem.

Skończyło się z mojej strony na darciu mordy przy kasach z prośbą do ochrony o zagęszczenie ruchów. Finalnie moje darcie ryja i straszenie spowodowało, że krzyki usłyszała jakaś babka, która słysząc magiczny zlepek słów: dzwonię, na policję, znajdą, bo ty nie umiesz – ogarnęła się i wyciągnęła z głębin swojej torby mój portfel. Podobno chciała oddać.

Kwestii moralności starszej pani nie poruszam. Może biedna rentka, mój portfel spadł z nieba. Mam fart.

Kwestię pseudo ochrony Tesco poruszam. Wyobraźcie sobie, że ginie mi dziecko – a nie portfel. Portfel bym przebolał – a dziecko? Znika, mijają minuty, a baranki boże nie potrafią znaleźć rozwiązania – bo mają za dużo kamer, których nie potrafią obsłużyć? Może warto zacząć płacić ochronie takie pensje, które spowodują, że będą tam siedzieć ludzi pomocni, a nie tylko statyści?

 

Poprosiłem kolegę HR’owca o komentarz do tzw. lipnych ochroniarzy. Wydaje mi się, że to grubszy problem systemowy. Zobaczcie jego komentarz do sprawy:

[box] Opieranie polityki kadrowej na niskich kosztach jest nie tylko nieefektywne, ale również krzywdzące dla produktywności i bezpieczeństwa przedsiębiorstw. Działy HR chcą za wszelką cenę zadowolić CFO niskimi kosztami pracy, a zapominają o tym, że “kto mało płaci, ten dwa razy płaci”.

Widać to nie tylko na przykładzie pseudoochroniarzy, którym lekarze przydzielający renty zabraniają biegać. Częstym widokiem są m.in. szkoły językowe zatrudniające studentów za 25zł/h (dobry lektor = 50zł/h). Liczą one, że jakoś to będzie z przeciętnymi pracownikami.

Co z kolei wiedzą, że nie muszą podnosić swoich kwalifikacji, bo znajdują zatrudnienie. W branży call-center jest podobnie, ale tutaj to pracodawcy określają niskie stawki (9-11zł brutto/1h) i brak perspektyw umowy o pracę. Takimi warunkami są zainteresowani wyłącznie słabi pracownicy, w których trzeba zainwestować niewspółmiernie dużo – na szkolenia, adaptację, treningi.

Dopóki firmy nie będą widziały interesu w zatrudnianiu pełnowartościowych pracowników, dopóty ochroniarze przez godzinę będą szukali na klawiaturze klawisza Enter, studenci nauczą Cię, że po angielsku “eventually” oznacza “ewentualnie”, a agenci call-center będą najbardziej rotującą grupą pracowników.

Jacek Sosnowski, doradca zawodowy, blog www.CVwHD.pl[/box]

Co mogę powiedzieć więcej? Nic. Pewnie nadal będę robił tam zakupy, tylko postaram się lepiej pilnować kieszeni.

UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here