Castingi dla brzydkich dzieci | bezczelne żerowanie na rodzicach

1872

Nie lubię takich wpisów, ale muszę Was przed czymś przestrzec. Na pewno znajdą się ludzie nie widzący w tym problemu. Współczuję im. Wczoraj prawie dałem się nabrać na głupi proceder żerujący na rodzicach i dzieciach. Akcja jest prosta, oferta średnia. Chwyt marketingowy z kategorii “taniość”.

Szliśmy przez warszawską Promenadę. Z dziećmi. Zaczepił nas młody chłopak mówiący, że jego agencja robi właśnie casting do nowego filmu Patryka Vegi.

Samo nazwisko Vega nie powoduje, że oczy otwierają mi się szerzej (Choć kocham wymowę słowa “Siołmaks!”). Pomyślałem po prostu, że przy aktualnej zajawce Bruna na nagrywanie filmów, wpadła nam przypadkowa szansa z której głupio nie skorzystać.

Tym bardziej, że już kiedyś wystąpił w reklamie Nickelodeon. Młody chce nagrywać, jest akurat ktoś kto szuka – jest szansa. W biegu facet zrobił fotkę tabletem. Drugi zapisał numer tel i nazwisko. Nic więcej.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy: zdjęcie i lista z nazwiskiem nie były w jakikolwiek sposób połączone. Bez numerów porządkowych nie da się być pewnym, że nazwisko klei się ze zdjęciem. Światło na korytarzu Promenady lipne, zdjęcie wyszły jakości aparatu w Nokii 3310. Ale ok. Każdy robi jak umie.

Dwa dni później ktoś z tej agencji oddzwonił do Oli. Zero szczegółów przez telefon nie mówią, zapraszają na wieczorną godzinę.

Dzieci zdążyły przysnąć w drodze na miejsce. Godzina typu najgorsza z możliwych. Ale dotarliśmy jakoś do tego studia castingowego, czekamy kilka minut na recepcji.

Siadamy w pokoju. Pani zaczyna recytować historię możliwości i hajs, czuć pieniądze. Dile dile dile. Słychać, że jest doświadczona w tym mówieniu. Szacun za warsztat. Opowiada jakie są możliwości, co robią, Na Wspólnej, jakieś takie hity. Skracam tę historię, bo ciężko przepisać taki słowotok…

Pojawia się pierwsza opłata za opiekę csstingową. 60 PLN rocznie od głowy. OK.

Chwilę później okazuje się, że potrzebne będą zdjęcia. Mówię, że dobrze trafiliśmy, bo mam tonę zdjęć sesyjnych moich dzieci. Chętnie udostępnię do portfolio. Niestety trafiam na opór. Zdjęć musi być 40! 🙂 Odpowiadam, że OK, bo mam tyle potrzebnych zdjęć. Niestety znowu opór. Zdjęcia muszą być profesjonalne. Muszą też być na tle. Takich rzeczywiście nie mam. 40 zdjęć “z tłem”, na jedno dziecko. Inaczej nie ma bata, nie da się zbudować portfolio! Albo trzaśniemy 80 fotek na białym tle, albo nie ma o czym gadać.

Tutaj wychodzi najlepsze zagranie. Te profesjonalne białe zdjęcia możemy zrobić na miejscu. Ale fart i przypadek! Fotograf czekał na nas bardzo długo, do późna. Żeby dać nam szansę na zrobienie nieumówionych wcześniej zdjęć. Może nam zrobić fotki. Po 200 pln od głowy. Wzruszyłem się. Taki user care.

Ok, od wczoraj mi trochę przeszło, więc opowiem krótko i delikatnie. Wchodzicie do takiej agencji castingowej z łapanki w centrum handlowym. Wychodzicie z niej chudsi o 520 PLN, bez gwarancji. Ale macie 80 zdjęć.

Nie rzucam nazwami. Ale może ktoś już miał też takie przeloty i może zrobił sobie jednak te fotki… i jest teraz tą gwiazdą telewizora, nieba i prasy? A może to tylko sprytna forma wyłudzania pieniędzy z rodziców brzydkich dzieci.

8 KOMENTARZE

  1. Mam wrażenie, ze nie reklamowaliby czegoś, na co nie ma – niestety – popytu. Jedna na 10 osob sie skusi… i to pewnie starczy. A rodzic zawsze na otarcie łez bedzie mogl powiedziec, ze dziecko miało profesjonalna sesje zdjęciowa 😉

  2. U nas taka sytuacja była kiedyś w Tesco. Oczywiście miały być profesjonalne zdjęcia itp. i opłata za to wszystko. Oczywiście gwarancji nie dawali, że dziecko kiedykolwiek gdzieś wystąpi, więc już z tym było coś nie tak. Na całe szczęście córcia nie chciała 😉

  3. Kurde, trzeba uważać – cwaniaków pełno dookoła 🙁 Jedni żerują na starszych, wciskając im niekorzystne umowy o zmianę dostawcy prądu (kiedyś tak było z telefonami), inni żerują na dzieciach.

  4. Zapomniales chyba dodac, ze wg pani “fotograf jest tylko dzis” i nie ma mozliwosci umowienia spotkania na inny termin. Do tego, tak jak w moim przypadku gdy przyszlam na to spotkanie z corka sama, bez meza, decyzje o podpisaniu kontraktu i zrobieniu zdjec trzeba podjac natychmiast. Nie ma mozliwosci przemyslenia sprawy na spokojnie w domu. Ewidentnie wykorzystuja naiwnosc ludzi i “wziecie z zaskoczenia”. Przeciez mogliby cokolwiek o kosztach wspomniec przez telefon. I oczywiscie to wszystko tylko po to, by trafic do blizej nieokreslonej jakosci bazy twarzy, bez zadnych gwarancji ze akurat twoje dziecko beda gdziekolwiek promowac.

  5. model z ‘zagramanicy’. To samo spotkało mnie i moją żonę w Londynie. Na ulicy zaczepił nas pan zapraszając moją żonę na casting na modelkę. Nie zdziwiło nas to bo to piękna kobieta z doświadczeniem w tej branży więc łakomi na funciaki poszliśmy zobaczyc ocb. Pierwszy alarm juz przy drzwiach bo po wydzwonieniu biura na domofonie zszedł ten sam pan i poprosił mnie bym został na dole bo będę przeszkadzał. Ok, nie ma sprawy, poczekam. 2 alarm juz na górze miała moja żona, bo na rozmowę przyszła do niej polka, a nie pan który ją zaprosił i wprowadził do biura. Po 30 min telefon do mnie od żony żebym przyszedł bo jest oferta ale ona sama decyzji nie podejmie. Oferta byla taka że funciaki w tysiącach zarabiasz zaraz po wylożeniu 200 za sesję. Nie zgodziłem się. W internetach brytyjskich ogromna ilość ‘modelek’ ze zdjęciami ale bez kariery.

  6. Pracowałam w jeden z agencji dla dzieci i te portfolia to jest stały dochód dla agencji. My nie braliśmy z łapanki ale niestety moja szefowa kazała mi opowiadać o tym ze zdjęcia tylko u nas bo to profesjonalnie bo to to i tamto… ale umowa między rodzicem a agencja to jest dopiero hit. dzięki Bogu już nie pracuje tam!

  7. Moja Ania dzięki takiej agencji zagrała w reklamie. Może jednak nie jest tak źle, jak mówisz? Kasa się zwraca, a dla dziecka to całkiem fajne przeżycie 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here