Rety. Zastanawiam się, jak żyć. Jak żyć, żeby nie chorować! Czy można wytypować jeden czynnik? Czy jest coś, co decyduje o ostatecznym powodzeniu? Mówią – w zdrowym ciele zdrowy duch… No to może zacząć od psychiki? Myślę, że zdajecie sobie sprawę, jak ogromny wpływ na życie mają nasze myśli. To, że jesteśmy programowalni zauważa coraz więcej ludzi. Nie ważne, czy nazywa się to sekretem, czy afirmacją, ważny jest efekt. Należy myśleć pozytywnie, szukać w szarej codzienności kolorowych chwil, i to na nich się skupiać. Wyznacz dobre cele i kieruj się zdrowymi ambicjami.

Ciesz się każdym dniem z bliskimi. Żyj – nie przeżywaj… przeżuwaj.
A może rzeczywiście jesteśmy tym, co jemy?

Zdrowy umiar, złotym środkiem. Nie obciążaj ciała wielkim żarciem. Jedz częściej a mniej. Staraj się pomyśleć, zanim coś zjesz. Planuj, nie rób śmietnika ze swojego żołądka. Twój organizm jest zdolny odmówić współpracy w najmniej oczekiwanym momencie. Nie chcesz nawet wiedzieć ile problemów za tym idzie.

Jedz tłuste ryby (najlepiej te małe i surowe) i zioła. Natka pietruszki to bomba witaminowa. Moc witaminy C. Raz na jakiś czas dobrze Ci zrobi. Pij dużo wody i herbat ziołowych. Jedz produkty z pełnego przemiału. Więcej na parze niż smażonych. Jak najwięcej zielonych i strączkowych warzyw. W czasie infekcji wybieraj najpierw naturalne sposoby walki z chorobą (lipa, czarny bez, maliny, miód, czosnek).

Śpij! Wiem. Jest to tak samo trudne, jak prowadzenie nienerwowego trybu życia… albo bloga. Kiedy Twoi czytelnicy rozkosznie przewracają się po podusi Ty skrobiesz drugi akapit. Rodzice małych dzieci powiedzą teraz: „to niewykonalne” ale Ty rób, co się da. Nikt nie obiecał Ci, że będzie lekko. Prawda? Prawda?

Gdy dzieci śpią w ciągu dnia, rób sobie drzemki razem z nimi. Nie siedź po nocach, bo „tyle jeszcze do zrobienia”. Odpoczywaj. W pracy staraj się raz na jakiś czas zamknąć oczy, chociaż na moment. No chyba, że jesteś kierowcą, albo neurochirurgiem. To wtedy staraj się po prostu wcześniej chodzić spać.
Świeże powietrze – zawsze! Świeżego nigdy dość. Nawet, jeśli jest troszkę chłodne – nie bój się go.
Czerp ile się da. Idź na spacer z dziećmi, z żoną, z psem, do sklepu bez samochodu. I skończ z tymi rozmowami na czacie.

Wdech, wydech! Ćwicz oddech, wciągaj powietrze nosem, wypuszczaj ustami. Nabierz powietrze brzuchem. Najlepiej ćwiczyć oddech, będąc aktywnym fizycznie. W miarę możliwości ćwicz na zewnątrz. Dotlenienie +100, a ilość serotoniny wydzielonej w trakcie treningu zrobi Ci resztę dnia.

Nie wspominając o dobrej kondycji i czynnemu zapobieganiu różnym okropnie niefajnym schorzeniom.
Podsumowując. Oszczędzaj się. Miej umiar. Zachowaj spokój. Poświęć więcej czasu bliskim. Nie garb się. Idź już spać. Jak przed snem czujesz, że zaczyna boleć gardło, to miej środki awaryjne. Tantum Verde trzymane w torbie, na zapas, nigdy nie zaszkodzi, a może uratować Cię w trudnej sytuacji.

4 KOMENTARZE

  1. Chorowanie opłacało się, gdy byliśmy mali. Teraz nam na pasku wynagrodzeń widać, że się nie opłaca. Człowiek zapomina czasami o najzwyklejszych radach, choćby o tej o oddychaniu.

  2. Chorowanie w pracy się nie opłaca nie tylko chorującemu – bardzo często jeden chory, na zasadzie łańcuszka św. Antoniego, potrafi zarazić całą firmę.

    Jest jeszcze jeden aspekt chorowania w pracy – zdarza się, że pracują z nami osoby o obniżonej odporności lub takie, które mają w bliskiej rodzinie taką osobę (np. osobę chorującą na nowotwór czy dziecko zbyt małe by jego organizm sobie z chrobą poradził). Wtedy narażamy nie tylko siebie ale również kogoś, dla kogo zwykła grypa może się okazać zabójcza. Tu pozdrawiam koleżankę z pracy, która przychodziła przez 2 tygodnie do pracy z grypą – jestem w 3 miesiącu ciąży i od 3 tygodni próbuję wyleczyć infekcję, którą mnie zaraziła.

    Niestety nie dam się przekonać, że przychodzenie do pracy z chorobą zakaźną to coś, co powino mieć miejsce 🙂 Jak najbardziej podpisuję się pod tekstem autora – lepiej jest dbać o odporność i zapobiegać chorobom niż narażać siebie i innych na chorowanie 🙂

  3. Odżywianie odgrywa tutaj równie ważną rolę. Poza tym w stu procentach zgodzę się z Konradem.. Kiedyś może warto było zachorować, bo lepiej było nie pojawić się w szkole niż otrzymać nieodpowiednią ocenę. Niestety w pracy ta zależność się nie sprawdza..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here