Ten czas już nadciągnął do naszych domów. Mam w lodówce Coca Colę ze Świętym Mikołajem. Mam też Żywiec Zdrój z narysowana choinką. Jest listopad, a oni w najlepsze już nas przestrzegają – Coraz bliżej święta! W tym roku po raz pierwszy nie denerwuje mnie ten fakt. Serio, polubiłem święta i tę około-świąteczną atmosferę. Jeśli mogę poprosić producentów, to chciałbym, żeby święta w 2015 roku przyszły w okolicy września. Chciałbym, żeby sezon świąteczny zaczynał się już w moje urodziny. Byłoby pięknie.

Pewnie podobnie tak jak my, robicie zakupy w supermarkecie częściej niż raz w miesiącu. My też. Święta ze swoimi dziećmi nieco różnią się od świąt singielskich. Zazdroszczę rozterek bezdzietnych znajomych. Że kolejka, że trzeba stać, że baba obok pachnie old spicem. Bez kitu, jeśli znajdziecie magiczny kamień spełniający życzenia, to ja zamawiam jedno życzenie. Chciałbym się poopierdzielać bez dzieci. Boże, co ja bym zrobił, żeby przeżywać zwykłe świąteczne bolączki. Czy zjeść barszcz, czy może uszka. Dokąd zmierza życie.

Święta 2.2

Na ten moment jest inaczej. Na ten moment mam małe dzieci. Chociaż jedno z dzieci mówi, że jest już duże. Nie ufam mu. Moje zwykłe życie jest trochę bardziej poukładane. Nie z mojej własnej woli. Życie wymusiło. No bo jak żyć bez harmonii. Jeśli myślisz, że podczas przedświątecznych zakupów z dziećmi, masz dla siebie chwilę na przetracenie, to się mylisz. Ja wiem, że są ludzie mający dzieci – zombie. To znaczy takie, które wyznają zasadę: “dobrze tato, zrobię to o co mnie prosisz“.

Ja mam dzieci ekstremalne. Moje wyznają zasadę:
jeśli da się wyżej, wejdę tam i powiem Ci jak tu wejść“.

Hej ho, hej ho, do marketu by się szło

Wstaję rano. Rano to jest szósta, albo piąta. Położyłem się spać w okolicach drugiej w nocy. Nie wiem czy tej nocy przybiłem piątkę z fazą REM. Wydaje mi się, że nie, bo mną trochę trzęsie. Chwilę po mnie, budzą się dzieci Nikt im nie każe wstawać. Nie są zadowolone z tego faktu, ale rozpoczynają swoje poranne monologi: tata, piciu, bajkę. Wstajesz, zakładasz im skarpety na stopy, żeby nie odmarzły im kończyny.

Ogarniasz im śniadanie. Robisz to do siódmej trzydzieści. Zapomniałem powiedzieć, jest TA jest niedziela. Od pięciu dni układam sobie w głowie plan odpoczynku na ostatni dzień tygodnia. Tymczasem od dwóch godzin rzeczywistość pokazuje mi, kto jest tutaj górą. Robię naleśniki, smażę trzydziestą piątą sztukę. Nuda.

Żeby pojechać na zakupy na czas, planowaliśmy wyruszyć o 9:30. To jeszcze na tyle wcześnie, że w sklepie nie powinno być tłumu. A na tyle późno, żeby się nie spieszyć. Ale i tak się spieszę. Jak się nie będę spieszył, to wrócę do domu o siedemnastej. A planowałem, że ta niedziela będzie leniwa.

Prawie u celu

Parking na 50 000 miejsc. Hipotetycznie piętnaście tysięcy kilometrów kwadratowych placu do zaparkowaniu samochodu. Chyba tysiąc miejsc dla rodzin z dziećmi. I co? Wszystko zajęte. Stajesz kilometr od wejścia, pada deszcz. Wyciągasz swoje radości życia. Jedno i drugie. Piętnaście kilogramów szczęścia na rękę. Szukasz najbliższego punktu z metalowymi wózkami.

Widzisz swoje wybawienie. Wózki stoją. Spięte łańcuchem. Musisz wrzucić 1 albo 2 zł. Stoisz z tymi dziećmi, w kieszeni masz 5 zł. No i niby jesteś kilka razy bardziej bogaty niż potrzeba. A jednak taki biedny. Wózki na monety, kurwa mać. Zabezpieczenie przed złodziejami. Widzieliście kiedyś, żeby jakiś dresiarz wziął wózek i władował go na przykład do swojego stuningowanego Opla Corsy? No nie, bo się nie zmieści. Jak ktoś chce zrobić skok na bank i ukraść wózek, to zapłaci tę 2 złotową daninę i po prostu sobie nim pojedzie. No ale dobra, nie stać mnie na wózek. Wracam do samochodu, szukam drobnych. Upragniony złocisz schował się pod siedzeniem samochodu.

Wracam na miejsce. Wypożyczam wózek (no bo jak inaczej nazwać te wózki na monety?). Wrzucam dwójkę dzieci do metalowego wózka i jadę. Jadę ku lepszemu życiu. Jadę na zakupy. Widzę wejście. Wita mnie projekt przyjazne państwo. “Ochraniarz” przy wejściu mówi tak: “panie panie, dziecko w wózku, nie może jechać w wózku, BHP!” I sobie myślę… durny osiołku, chodź ze mną. Ponosisz mi dziecko przez najbliższe dwie godziny, a ja zastosuję się do BHP.

No i dojechali w…

Święty Graal odnaleziony. Jesteś w samym środku sklepu, zaczynasz wrzucać produkty do wózka. Jest coś w okolicach jedenastej godziny. Otwierasz listę zakupów i oto jest. Hasło klucz: “Tata, siku“. I wtedy myślę sobie, najpozytywniej jak tylko potrafię: “nawet nie miałeś wyboru, nie mogłeś iść do pracy, jest niedziela, dzień odpoczynku“.

Kibelki dla dzieci są zazwyczaj pozytywne. Poza tym, że jest ich mało i zawsze musisz stać w kolejce, co mniej więcej wygląda jak hardcorowa mantra: “jeszczechwila,zarazwejdziemy,wytrzymaj, zarazbędziewolne…”.

My Unites States of Whatever.

Po pierwszych dziesięciu minutach osiągasz stan zwany “whatever”. Dzieci testują każde łóżko w Ikei (przecież po to są). W sekcji z zabawkami podłogowymi mogą siedzieć bity tydzień. Oglądają i dotykają wszystkiego. Alejki w sklepie traktują jak labirynt. Najlepsza zabawa życia. Biec przed siebie. Kto pierwszy do nikąd, ten wygrywa!

W stanie Whatever kupujesz wszystko co się mieści do koszyka. Zakupy układasz oczywiście wokół dzieci, bo one nie wychodzą. Bo nie.

Kończysz, zmierzasz ku mecie. Widzisz kasy. Widzisz tysiące osób, ściana ludzi. Ale przypominasz sobie, że powiększając populację naszego kochanego kraju, możesz skorzystać z miliona udogodnień. Sorry, z miliarda udogodnień. Jednym z sukcesów rządu (bo przecież to dzięki rządowi, dzieją się w naszym macierzyństwie pozytywne zmiany) jest fakt, że w dużych sklepach są zawsze kolejki uprzywilejowane. Mogą z nich korzystać takie oto osoby: dziewczyny w ciąży, ludzie z dziećmi, niepełnosprawni i ludzie starsi.

Różni ludzie, różne zasady

Podstawowa zasada przeprowadzenia manewru zatytułowanego: “korzystanie z extremalnego skorzystania z kasy dla uprzywilejowanych”, to: musisz zakomunikować inny “nieuprzywilejowanym, że “idę na początek, bo tam jest taka tabliczka, która mówi, że tak powinieenm zrobić”.

I w tym momencie, tak jak mamy spory tłok, to 25 osób czeka w kolejce przed tobą. Ty idziesz wzdłuż kolejki, ciągnąc za sobą swoją dwójkę dzieci i zakupy. I to co się dzieje to jest coś przepięknego. To jest paleta miliona emocji. Po trzech latach badań, jestem w stanie skatalogować kolejkowe zachowania wobec rodziców korzystających ze swoich kas.

01. Akceptujący

Nie do końca rozumie, czemu Ty i banda twoich ogrów ma wejść przed niego w kolejce. Ma w dupie ten zakaz, ale jakoś wydaje mu się, że to głupio czepiać się dzieciatych. Ani zimny ani ciepły. Akceptuje rzeczywistość bez słowa. Z jego oczu wyczytasz spokój i akceptację rzeczywistości. W naszym rankingu, to jeden z najprzyjemniejszych zawodników.

02. Stara baba mama z córką

Dowód na postępujące zaniki pamięci w starym wieku. Miała córkę, przechodziła trudy rodzicielstwa. Ale coś w niej pękło. Zapomniała jak to jest, pokaszaniło jej się wszystko. Rzuca Ci “wzrok nienawiści”. Bądź dzielny, to nie wszystko.

03. Uprzejmy pan

To jest rzadki widok. Ale zdarzają się dziadkowie, którzy chętnie pomagają dzieciatym. Zazwyczaj są to panowie, którzy wychowali już w swoim życiu córkę, albo dwie. W długiej kolejce to Ty masz ochotę przepuścić go, z szacunku. Ale on jest milszy i mądrzejszy od Ciebie.

04. Stary nieuprzejmy pan

Tak zwany syndrom miękkiej rurki. Szkoda gadać. Rozmnażał się w wyniku podziału komórek. On dostał bardzo starą komórkę. Popsuta. Jest wkurwiony na to, że dzieci wokół niego krzyczą.  Przepuszczenie cię w kolejce, to dla niego obelga.

05. Matematycy

Kurw… w ch… tych dzieci natrzaskali, a tera się do kolejki wpier…ją“. I rozprawka na temat, ile to jest według nich w ch…?

06. Ślepi

Nie mówię specjalnie, że chodzi mi o niewidomych. Mówię ślepi. Przepraszasz taką osobę, a ona nie wie za co ją przepraszasz. Jako, że nie widzi, to nie mogła zapoznać się z treścią informacji w około. Przecież każdy normalny człowiek podczas 30 minut zdążyłby zapoznać się treścią każdej tablicy informacyjnej w około.

Ślepi natomiast nie widzą żadnych informacji. Ale wzrok mają. Przepraszam, a oni przepraszają Ciebie. Tu na pewno nie chodzi o to, że w kasach uprzywilejowanych, zazwyczaj są mniejsze kolejki (ciekawe czemu).

07. Głusi

I głupi zarazem. Głupi i głupszy. Udam, że nie słyszę, to nie będę musiał ich przepuścić w kolejce. Ostatni sort człowieka, bez jaj.

08. Dresiarze

Najlepsza grupa kolejkowiczów. Zawsze Cię przepuszczą, zawsze pogadają z Twoim dzieckiem. Zawsze jest uśmiech, zawsze jest pozytywnie. Spodziewaliście się opisu gbura, a tu nic z tego. Dresiarze najwyraźniej również wiedzą co to znaczy balować przez całą noc. Tylko my z różnych powodów nie śpimy. Punkt styku jednak jest.

09. Chłopaki w rurkach

Są obrażeni na fakt, że pomylili kolejki. Negują rzeczywistość, uważają, że kolejka uprzywilejowana jest niezgodna z zasadami. Napisali o tym na facebooku. Nikt nie polajkował im statusu, więc odpuścili kłótnię. Jako, że ważą w okolicach 40 kilogramów, to nigdy nie znajdą dziewczyny. Pogodzili się z tym, więc automatycznie nie lubią dzieci. Dzieciatych uważają za mniej przydatnych dla świata. Nie są gejami. Geje lubią dzieci.

10. “Ochraniarze”.

Ich praca to wieczna podejrzliwość. Każdy jest złodziejem. Ci z dziećmi są największymi zabijakami na mieście, więc trzeba im patrzeć do koszyka. Najpilniej trzeba spoglądać im na ręce jak stoją przy produktach marki Unimil. Mają już dwoje dzieci, więc na pewno nie stać ich na gumki. Prawdopodobnie coś zajumają.

11. sam/sama sobie dopisz.
Ja chwilowo wypisuję się ze świątecznych szaleństw w supermarketach. Nie mam cierpliwości do kolejek, do chamówki przy kasie. Do proszenia się o pomoc. Czy jest jakiś sklep internetowy w którym można zrobić zakupy bez wychodzenia z domu? Wiem, że Tesco itd… ale pytam o sklep w którym nie sprzedaje się szajsu. Takich jak np. “jednodniowe warzywa”. Jeśli przypadkiem nie schowasz ich do lodówki, to się popsują w jedną noc.

A jeszcze lepiej byłoby robić zakupy w sklepie stacjonarnym, ale w takim w który istnieje w jakiejś innej, nie polsko-przed-świątecznej rzeczywistości. A poza tym życzę Wam szczęścia, cierpliwości i wytrwałości. Wszystkiego dobrego na święta, wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Byłem pierwszy?

Update: 23.11.2014

12. Siwy podstarzały gnój

Niestety dzisiaj doszła kolejna pozycja. Kolejna wizyta w #ikea, lecimy jak zawsze z dwójką dzieci. Kasa uprzywilejowana, przepraszamy mijając kolejnych ludzi w kolejce wstydu. Nikt nie ma z tym problemu… aż do ostatniej osoby. Dwumetrowy drągal, w okolicy 40 lat, siwe włosy. Udaje, że nas nie słyszy. Po szturchnięciu w ramię nadal udaje, że nie ma sytuacji, i odburkuje, że on ma w dupie takie kolejki, bo on ma tylko jedną rzecz do kupienia. Po krótkim monologu z mojej strony rozwiązałem zagadkę. Miał prawo używać kolejki uprzywilejowanej. On był po prostu niepełnosprawny umysłowo. Niepełnosprawny umysłowo nie rozumie i nie można od niego niczego oczekiwać. Drugie podejrzenie to po prostu impotencja. Tak jak seksualna jak i umysłowa. Zazdrość, ból. Rozumiem. Zadław się buraku tym miejscem w kolejce.

Najwyraźniej ten temat to jakaś normalna przypadłość. Chamstwo i buractwo po prostu nie ma granic do których zmierza. Jak wszechświat, buractwo jest nieskończone.

6 KOMENTARZE

  1. Genialny tekst, uśmiałam się, ale tak, ogólnie jest to dość smutne. My darowaliśy sobie przedświąteczne i weekendowe zakupy w marketach z naszymi dziećmi, bo zamiast przyjemności szlajania się po sklepie mamy maraton na mega wkurwie a tradycją jest już “Mama, siku ” przy na wpół załadowanym wózku a toaleta w drugim końcu marketu… Zastanawiam się co ja kiedyś (zanim przybyły dzieci na moją planetę) robiłam z wolnym czasem?? Już nie pamiętam, chyba strasznie się nudziłam 🙂

  2. Trochę tak, i wszystko brzmi aż zbyt znajomo. Ale takie życie.

    Lektura obowiązkowa: https://www.youtube.com/watch?v=DKYJVV7HuZw. Czasem trudno mi się z tym pogodzić, ale nie jest tak że ja jestem centrum świata, a wszyscy inni są tam po to żeby zrobić mi na złość.

    Nie chodzi o koszt wózka, tylko o to że każdy go grzecznie odwiezie na miejsce żeby wydobyć te 2 zł. Inaczej zostawiałby gdzie popadnie. Ba, na parkingach nawet są mili panowie, którzy chodzą za tobą i oferują odholowanie wózka!

  3. smutne to niestety, ale usmialam sie chociaz:) az prawie dziecko obudzilam:)
    my podzielilismy sie tak ze jeden rodzic robi zakupy sam, drugi rodzic siedzi w domu z dzieckiem. przynajmniej tak czesto jak to mozliwe. zazwyczaj to ja siedze w domu. i nie wiem czemu, ale zaoszczedzilam dzieki temu duzo kasy. hmmm 🙂

  4. zrezygnuj ze snu. eksperci twierdza, ze 6-9h to norma, a ty ze swoimi 3h snu nie chu chu sie w normie nie miescisz, weic po co probowac? na pewno znajdziesz jakis sklep otwarty 24h. cisza i spokoj, brak kolejek… marzenie spelnione:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here