Są firmy, które robią jedzenie dla dzieci. Nazywają je zdrowym, kiedy jest wątpliwej jakości. OK, takie mamy czasy. Czasem się nad nimi pastwię, ale nie tym razem. Bo są też firmy, które mają produkty dobre. Postanawiają pojawić się na Facebook’u i prowadzić konwersacje z użytkownikami. Stawiają się w roli specjalisty. Pytają swoich fanów o opinie, starają się z nimi rozmawiać, a nawet pokazują swoje eksperckie teksty.

Wszystko jak dotąd jest w porządku. Przychodzi jednak coś takiego jak: fani, użytkownicy, czytelnicy – i ich opinie. Duża marka zadaje pytanie i czeka na odpowiedzi swoich fanów. Boże. Nie istniejesz, albo nie istnieje żaden sensowny plan na prowadzenie tego typu komunikacji z użytkownikami!

To co dzieje się w komentarzach woła o pomstę do nieba. Marko! Piszesz do ludzi, to odpowiadaj im! Jesteś na tyle cwany, żeby wypuścić pytanie i artykuł ekspercki, ale nie wystarczy ci wiedzy, żeby z użytkownikami dyskutować?!

Nie mam nic do produktów marki Canpol, albo to co zobaczyłem w komentarzach pod ich tekstem woła o pomstę do nieba! I nikt im nie odpowiada. Jeśli nikt nie odpowiada, to rozumiem, że marka zgadza się z ich treścią i nie zamierza z tym dyskutować. Bo o to przecież chodzi. Jest się na Facebook’u, ładuje się w to pieniądze, żeby ludziom pomagać. Jeśli jest inaczej to znaczy, że robicie coś źle.

Zapalnik

Co zapaliło u mnie czerwone światło? Komentarze pod wpisem dotyczącym “długości karmienia piersią”. Tak, nie mam piersi, ale mam żonę, dwoje dzieci i wyrobione poglądy. Według moich poglądów, dzieci powinni mieć ludzie, którzy są odpowiedzialni. A jeśli nie są odpowiedzialni, albo mają głupie poglądy (szkodliwe dla dzieci) to niech się nimi nie chwalą! Ktoś kto ich przeczyta, pomyśli jeszcze, że ta opinia jest wartościowa.

Canpol zadał takie pytanie:

Canpol pyta swoich fanów
Canpol pyta swoich fanów

Drogie Mamy, pani Anna chciałaby odstawić 17-miesięczną córeczkę od piersi, ale na na widok butelki z mlekiem córeczka płacze. Pani Anna próbowała kilkukrotnie przerwać karmienie piersią, ale bezskutecznie. Może doświadczone Mamy podzielą się swoimi sposobami na odstawienie od piersi?

Nasze porady na ten temat znajdziecie w artykule mamy z Canpolu “Odstawianie od piersi”: http://canpolbabies.com/pl/porady/porada/mothers/6/1406

Czy mam jakikolwiek problem z tym pytaniem? Zdecydowanie nie! To są tematy, które warto podejmować. Wiem, że napisali swój artykuł, ale kochani moi – komentarze to też integralna część waszego firmowego poletka. Jeśli nie jesteście w stanie ogarnąć komentarzy pod swoimi wpisami (merytorycznie), to wyłączcie możliwość komentowania. Oznajmiajcie, a nie pytajcie.

Pod Waszym pytaniem wiszą takie odpowiedzi:

Mądrość #1:
“Dziecko uzależnia się od matki, bo je z piersi”… Pani idzie torem innej ewolucji. Być może ta wypowiedź jest pozytywna dla Canpolu, bo zwiększa sprzedaż butelek.

Pierwsza mądra
Pierwsza mądra

Mądrość #2:
“herbatki w drugim tygodniu życia”.
Współczuję pani, że zniknął pokarm, ale kto normalny podaje dwutygodniowemu dziecku herbatę?! Canpol’u ekspercie, czy to nie jest narażanie zdrowia dziecka? Nie warto sprostować komuś myślenia? Ten człowiek zamierza mieć kolejne dziecko, być może warto mu pomóc?

Druga mądra
Druga mądra

Mądrość #3:
“bo się rozdziaduje”. Mam nadzieję, że to sarkazm. Może warto matce zabrać szklanki i kubki, bo się rozdziaduje i będzie pić zbyt dużo napojów zniekształcających rzeczywistość?

Trzecia mądra
Trzecia mądra

 

Po co ja to w ogóle mówię?

Mówię, bo uważam, że Internet jest śmietnikiem. I tak jak nie interesuje mnie, czy producenci sprzętu elektronicznego nabijają w butelkę dorosłych ludzi, tak nie jestem w stanie zaakceptować, że firmy związane z parentingiem mogą być nieodpowiedzialne. Denerwuje mnie to, bo powinny edukować swoich klientów. Jeśli nie będą tego robić, to jedynymi osobami jakie będą cierpieć, to dzieci ich klientów.

Co gorsza, jeśli czytelnikami są ludzie żyjący w błędnych przekonaniach, to tak głupie wypowiedzi jak te prezentowane powyżej, są zaraźliwe. Argumentują im, że złe i nieodpowiedzialne działania są dopuszczalne. A myślą tak, bo czytają takie bzdury u autorytetu. Dużej firmy produkującej profesjonalny sprzęt dla małych dzieci.

PS.
Jeśli ktoś potrzebuje informacji na temat karmienia, to zbieżne z moimi poglądami informacje możesz znaleźć tutaj.

6 KOMENTARZE

  1. Prawdę mówiąc: te wypowiedzi mnie wbiły w fotel. Że się co zrobią? Rozdziadują?
    Brak podstawowej wiedzy, nie potrafię tego niczym innym wytłumaczyć.

    A firmie chodzi o interakcje między użytkownikami, chyba sami nie chcą w tym uczestniczyć?

    • Szkoda dzieci. Nic więcej. Najbardziej smuci fakt, że laski czują się dumne z karmienia dzieci od maleńkiego sproszkowanym “mlekiem”. Ważniejsze jest wrócić “do normalnego życia”, niż zaakceptować, że dziecko jest nowym normalnym życiem.

      Nie czepiam się oczywiście tych które bez przyczyny tracą pokarm etc.

      Właśnie dlatego, że widziałem jak wielką przykrość sprawia prawdziwym kobietom niemożność karmienia piersią, to nie rozumiem jak na własne życzenie można odcinać swoje dziecko od bezpiecznego rozwoju.

      • Tato w Pracy, kobiety które faktycznie NIE MOGĄ karmić, to ułamek. Większości brakuje wiedzy, cierpliwości i determinacji. Wygodniej jest powiedzieć, że się nie ma pokarmu, niż przyznać, że walka o laktację to naprawdę ciężka praca okupiona nerwami i łzami. Nie wiem, co by było, gdybym na początku całkowicie odrzuciła synowi mleko modyfikowane i pozostała przy piersi. Położna w szpitalu powiedziała mi, że “na dotyk” wyczuwa, że mogę mieć problem. Nie dowiem się niestety, czy byłabym w stanie syna wykarmić, czy nie, jak już wspomniałam w poprzednim komentarzu.

  2. W zasadzie to te komentarze są firmie chyba na rękę, Długie karmienie piersią jest niespecjalnie na rękę producentowi butelek.
    Pierwsza mądra rozłożyła mnie uzależnieniem dziecka od matki. Kto powiedział że dziecko karmione piersią nie je nic innego? Je wszystko co inne dzieci tylko popija cycem. Ba, soczkiem czy herbatką też 🙂 Jakie uzależnienie.
    Wróciłam do pracy jak Dzik miał półtora roku. Należały mi się dwie przerwy na karmienie więc przychodziłam do pracy godzinę później. W żłobku mały jadł wszystko to co inne dzieci. Cyc przed i po żłobku.
    Taka sytuacja. Dzik ma już ponad 20 miesięcy, urodziny dziadka, biega z innymi dziećmi, je ciasteczka, cukierki, pije soczek 🙂 W pewnej chwili przychodzi do mnie i prosi o cyca, no to nawyku mu daję. Wstaje ciotka i z miną mega zdziwioną pyta: To ty jeszcze karmisz?. Zdziwiona pytaniem odpowiadam że tak. Usiadłą ale dalej była zszokowana 😀

  3. Ten artykuł podesłał mi mój partner, który czytał go w nocy. Oczywiście zirytował się do granic (tak samo jak Ty), a po nim zirytowałam się ja. Sama niestety jestem butelkowa, bo zabrakło mi odwagi, by po szpitalnym dokarmianiu przerzucić się na samą pierś, ALE mimo to pierś była i jest. Na początku przed każdym karmieniem butelką, jak zaleciła mi pediatra (to niestety nie uruchomiło laktacji, choć mam świadomość, że popełniłam wiele błędów, a potem było już za późno) teraz tylko o poranku. Syn ma 15 miesięcy.
    Niby nic, ale zawsze coś. Szokuje i bulwersuje mnie ludzka głupota i niewiedza. Sama zwykle nie pytam o radę, po wiedzę sięgam do książek i sieci, słucham ekspertów i zestawiam ich poglądy, próbując dojść do możliwie najbardziej właściwego rozwiązania. Producenci nas ogłupiają, tak jest niestety ze wszystkim, co dotyczy dzieci, a najbardziej jeśli chodzi o odżywianie. Na tym punkcie jestem wyczulona do granic. Matkom jak widać wadzi karmienie piersią, ale nie przeszkadza im, kiedy kilkanaście miesięcy później ładują w swoje pociechy tony gówna pod postacią produktów znanych marek “dla dzieci”. Co lepsze, głośno się tym szczycą, wyśmiewając szyderczo matki, które do prawidłowego żywienia przykładają wielką wagę. Ach, zeszłam z tematu, no ale… 😛

  4. a mnie z kolei oburza nagonka na kobiety którym nie starczyło siły i determinacji, by karmić piersią. Wpisuje się to w tzw. inkwizycję laktacyjną, która SZKODZI KOBIETOM, KTÓRE CHCĄ KARMIĆ ale mają z tym różne problemy!!!. Wiadomo powszechnie, że laktacja powstaje najpierw… w głowie. Kobieta musi być naprawdę zrelaksowana i wewnętrznie spokojna, żeby laktacja była prawidłowa i nie było z karmieniem innych problemów, a takie hejty jej w tym nie pomagają. Bo pojawia się ciśnienie: muszę, nie będę dobrą matką, to dla dobra dziecka itp. A paradoksalnie, karmieniu może sprzyjać świadomość, c że trudno, jeśli się nie uda, przejdziemy na butelkę i dziecko TEŻ BĘDZIE ZDROWE. Wiem co mówię. Syn ma teraz 11 miesięcy i nadal karmię, ale tylko ja i kilkoro moich najbliższych wie, przez co przeszłam przez pierwsze 3 miesiące. Syn nie chciał ode mnie jeść (nie ssać, bo wisiał na mojej piersi po 1,5h, ale nie jadł), 2 razy rezygnowałam z dokarmiania i 2 razy tracił na wadze. Moje życie przez 3 miesiące sprowadziło się do karmienia-laktatora-wietrzenia uszkodzonych brodawek. Ale najgorsze ze wszystkiego były zatory pojawiające się co tydzień-dwa. Nigdy wcześniej nie miałam ani takich dreszczy ani temperatury. Położne laktacyjne (3 różne w 3 różnych poradniach) nie okazały się pomocne. Ginekolog wprost mówił, żebym rozważyła zaprzestanie karmienia. Mąż, mama, przyjaciółki, mimo że wspierali mnie w wysiłkach, jednocześnie widząc mnie zapłakaną podsuwali myśl, że przecież nic się nie stanie, jeśli z karmienia zrezygnuję. I ja wiedziałam, na poziomie racjonalnym, że faktycznie nic się nie stanie, jeśli się nie uda. Ale na poziomie emocjonalnym miałam mózg wyprany przez laktacyjny terror. I dopiero gdy powiedziałam sobie “ok, daję sobie 2 tygodnie na zaprzestanie karmienia” problemy się skończyły. Żadnych więcej zatorów, syn – choć wciąż dokarmiany – przybierał normalnie, w końcu nauczył się ode mnie jeść a nawet to polubił. Ale postawa taka jak Wasza SZKODZI! Najbardziej szkodzi nie tym, które nie chcą karmić (to ich decyzja i też nic Wam do tego) ale tym które chcą i się starają, ale mają trudności

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here