Zanim w domu pojawiło się pierwsze dziecko, miałem kompletnie w poważaniu czy w telewizyjnych reklamach wybuchają ludziom głowy, czy w słoiku Nutelli znajduje się zmielona kupa i czy pani w reklamie leków mówi poprawną polszczyzną. Kompletnie nie interesowało mnie to, czy reklamy oddziałują w jakikolwiek sposób na ludzi. Trochę to przewrotne, bo na co dzień pracuję w branży reklamowej. Od dawna tworzyłem komunikację marketingową skierowaną do ludzi, ale średnio interesowało mnie w jaki sposób to zrobię. Liczył się dla mnie efekt. Myślę, że nie poszedłem nigdy po bandzie, ale znam tych, którzy poszli.

Znam przypadki ludzi, którzy pracując w agencjach reklamowych odmawiali pracy na projektach dla branży alkoholowej, tytoniowej czy innej niezgodnej z ich osobistymi przekonaniami. Mi potrzeba było dziecka, żeby zrozumieć jaki mam wpływ na rzeczywistość.

Poza mną, poza moimi kolegami z pracy, efekty mojej pracy są konsumowane umysłem przez każdego kto zetknie się z moimi produkcjami. Czasem są to setki osób, czasem tysiące, czasem dalsza wielokrotność. OK i co z tego wynika?

Wynika z tego to, że tworzenie reklam to tworzenie pewnego rodzaju sztuki, która za pieniądze dociera do określonej (często dużej) grupy odbiorców. Dzisiejsze czasy i gonitwa za zwiększaniem efektywności kampanii reklamowych, powoduje, że reklamy docierają coraz precyzyjniej. Ale nie wszystkie. Reklamy znane z TVP 1/2/3/10/115 i TVN/24/48/666 oglądają dzieci i dorośli. Po równo. Niestety coraz częściej przestają być sztuką/rzemiosłem, a są niebezpiecznym narzędziem.

Do niedawna tę sytuację daleko i głęboko w lesie, ale od kiedy zobaczyłem jak dzieci chłoną reklamy w ogóle się na nich nie skupiając, to coś we mnie pękło. Denerwuje mnie to, że do telewizji trafiają prostackie gnioty przekłamujące rzeczywistość. Denerwuje mnie to, że do największych mas trafiają debilne reklamy o niczym. Denerwuje mnie, że nie mówi się prawdy, ale opakowuje się kawałek gówna w kolorowe ramki. Denerwuje mnie, że stare reklamowe hasło “if it’s too stupid to say it – sing it” obecnie bierze się zbyt dosłownie i śpiewa się bezsensowne rymowanki o wszystkim. Denerwuje mnie, że zaniża się jakość. Denerwuje mnie, że korporacje wybierają drogę na skróty.

Mam przekonanie, że jeśli nie znam się na czymś, to nie powinienem się na dany temat wypowiadać. Kiedy zaczynałem przygodę z reklamą, nie wypowiadałem się i nie oceniałem. Nie czułem się kompetentny. Jednakże z dzisiejszą wiedzą i dwójką dzieci w domu, mam ogromną chęć i potrzebę wyrażania opinii i piętnowania słabizny.

Żeby nie być gołosłownym, podam kilka przykładów złych praktyk, które powodują, że chętnie pogrzebałbym żywcem branżę z której żyję.

Tymbark – Posiłek najsmaczniej popijać Tymbarkiem
Reklama nad którą pastwiłem się już wcześniej. Obraz szczęśliwej rodziny, podczas obiadu pada hasło “Posiłek najsmaczniej popijać Tymbarkiem”. Dorosły człowiek odbierze ten przekaz jako coś absurdalnego – żartobliwego. Młody człowiek nawet jeśli zrozumie, że coś mu nie gra, w podświadomości zatrzyma sens który opiera się na żartowaniu z picia czystej wody.

Dzieci, które wierzą bezwarunkowo w długiej perspektywie czasu zrobią sobie krzywdę tą reklamą.

W komunikacji na YouTube marka dała się poznać z jeszcze ciekawszej strony, publikując podpis:
– Czy wiesz co piją dzicy?
– Nie piją Tymbarku, bieeedni

 “Rutinoscorbin – Zapomniałam WZIĄŚĆ tabletkę”
To jest poziom podłogi. Jak perfidnym człowiekiem trzeba być, żeby będąc właścicielem marki przejść następujący proces myślowy:
” – mój produkt jest do wszystkich, do tych którzy posługują się słabo językiem polskim. Do mieszkańców małych miejscowości w których mówi się WZIĄŚĆ. Dla nich będzie to naturalny język, a ci którzy mówią poprawnie, zwrócą na moją reklamę uwagę! wow, zróbmy tak!

Cytując pewien polski film: “ja pierdolę kurwa”. Masz grube bańki do wydania na reklamę w TV, trafiasz do całego kraju i reprezentuje cię reklama w której używasz niepoprawnej polszczyzny.

Ta reklama nie jest udostępniona w Sieci. Nie dziwię się. Wstyd taką produkcję pokazać, ludzie mogliby komentować. Nie publikując oficjalnie, można każdy wrzut prywatny usunąć pod pretekstem złamania praw autorskich. Brawo GlaxoSmithKline. Nie wiem jak można bardziej wyrazić pogardę do Was, niż po prostu nie kupując Waszych produktów.

 

 

Nutella pożywna na śniadanie.
Rozumiem, że Nutella jest pyszna. Bo jest. Rozumiem, że fajnie ją zjeść ze świeżym chlebem. No bo fajnie. Sam miałem 10 lat i wcinałem krem czekoladowy ze świeżym chlebem. Ale do cholery jasnej. Czy ktoś nie zauważył, że komunikowanie “Nutella, mega pożywna na śniadanie” to już mocne przegięcie? Really, ten krem czekoladowy jest pożywny? Z tego co wiem to używany jest olej palmowy, który raczej z półką “zdrowie” nie powinien być kojarzony.

Wydawało mi się, że pożywny może być mix pomidora, naturalnego nabiału, ciemnego pieczywa, świeżych warzyw, jajka,  ewentualnie jakiejś nieprzetworzonej wędliny? Ferrero, serio? Nie popłynęliście za daleko? Jak wytłumaczyć dziecku, że to co mówicie to gówno prawda, skoro w przerwach między bajkami powtarzacie, że ciężko wyobrazić sobie śniadanie bez Was?

 

Coca-Cola. Kochana cola..
Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę. Jesteście złem. Chowanie tego co macie w zanadrzu pod płaszczykiem rodzinnych emocji to cios poniżej pasa. Piłem Coca Colę nałogowo co najmniej kilkanaście lat. Faktycznie, moja wina, że dałem się uzależnić od zawartego tam cukru. Dopiero po długotrwałym odstawieniu/ograniczeniu spożycia wiem jak może wyglądać dzień nienapędzany cukrowymi strzałami. Zaczynam uczyć się na nowo życia niestymulowanego czarnym trunkiem. CC była moim przyjacielem w pracy, budziła na śniadanie, dodawała energii w porze obiadowej.

 

Miałem tego nie publikować, ale dzisiaj jest hejting day.
Eat shit itd.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here