Odbieram telefon, pani pyta mnie “halo, pan pracuje w agencji?!” – “tak pracuję, w czym mogę pomóc“. Zaczynamy rozmowę. Pani mówi, że szukała w Internecie i znalazła moje dane, bo szuka praktyk dla swojej córki – będącej w technikum. Dziwię się, bo nigdy nikt nie podawał mojego numeru telefonu w Sieci. Rozmawiamy dalej.

Pomyślałem: ok, nie szukam praktykantki z technikum, ale dowiem się przynajmniej o co kobiecie chodzi. Dzwoni do mnie, to ma interes, może mogę pomóc – dobra karma zawsze wraca.

Zadaję kluczowe pytanie: “Myśli pani, że do jakiej agencji się Pani dodzwoniła?
Pani z telefonu: “eh eh eh, NIE WIEM, ja szukam agencji! chciałam to załatwić, ale cholera, NAWET POGADAĆ NIE MOŻNA! co za cham! <trzask>”

No i teraz pytanie… a Wy ile zrobilibyście dla swojego mało dorosłego dziecka z technikum? Dalibyście zrobić z siebie takiego niekulturalnego bęcwała? 🙂

Chcielibyście zatrudnić taką praktykantkę w swojej firmie? Trzeba przyznać że managera ma zapamiętywalnego! 🙂

Poprosiłem o komentarz kolegę z CV w HD, rzeczowo opowiedział o sytuacji z jaką miałem styczność:

[box type=”bio”] Dawniej było tak, że tradycyjny podział na nieuków (zawodówki), myślących ściśle (technika) i pięknych i bogatych (licea) się sprawdzał. Dziś technika uważane są za wylęgarnie talentów inżynieryjnych, ale wszędzie zdarzają się ludzie, którzy – lub których rodzice jak w tym przypadku – są po prostu głupi. Edukacja zawodowa (rynek pracy) jest na poziomie ujemnym, stąd ludzie są wysyłani przez mądrych lub niezbyt mądrych rodziców do szkół, potem idą na studia bez żadnego sensu (i beż żadnych umiejętności i pasji) i przez całe życie są pasożytami u rodziców, którzy strategie sprzed 30 lat (PRL – każdy miał pracę i mieszkanie zakładowe, przedszkole i wczasy) przenoszą na dziś.[/box]

UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here