Ostatnio mój syn poprosił rano, żebym dał mu pić. Dałem. A potem grzecznie usiadł na kanapie i powiedział: “tata idź do pracy, będę oglądał bajkę”. Wiem, że sens tych słów może wydawać się mało przyjemny dla kogoś z zewnątrz, ale dla mnie jest to pełna radość. Wreszcie syn komunikuje się ze mną pełnym zdaniem. Czekałem na to od dawna.

W pewnym momencie miałem wrażenie, że nie będzie do mnie mówił przez najbliższe 10 lat. A tu zonk! On mówi. I niestety jest tak cwany jak jego mama i tata razem wzięci. Gdybyście chcieli mieć spokojne dziecko, to lepiej nie planujcie mieć dziecka z kimś o szalonym temperamencie. Geny jakoś magicznie się nie przemiksują. Jesteś wariatem/wariatką, to takie będziesz mieć dziecko. I już. Zaakceptowałem fakt, że mój syn ma dużo do powiedzenia.

Syn już mówi, natomiast w przypadku Córki, nie można tak tego nazwać. To znaczy ona mówi, ale w innym języku. Nie wiem czy sama wie w jakim. Ale tak jest z kobietami. Tym bardziej z małymi. Czasem ciężko je zrozumieć. Mojej Córce wybaczam. Nie to jest jednak sednem. Sedno jest takie, że w pewnym momencie, ciągłe stękanie i płacz małego dziecka doprowadza do płaczu nawet najtwardszych rodziców. Oczywiście mnie nie, ale znam takich ludzi… 😉

Wiecie doskonale, że lubię jak o ważnych sprawach mówią u mnie prawdziwi specjaliści. Dzisiaj w łapy wpadł mi kolejny mądry tekst doktor Korzeniewskiej. Mówi ona o naukowych aspektach mówienia. Warto przeczytać, żeby wiedzieć co dzieje się w ciele i głowie Waszego małego dziecka. To jest serio ciekawe, prawdziwe i pożyteczne!

Guganie a rozmawianie.

Doktor Justyna Korzeniewska:

Pierwszy rok życia dziecka określany jest jako niemowlęcy, co sugeruje, że jego wyróżnikiem jest brak mowy. Okres między pierwszymi urodzinami a ukończeniem trzech lat nazywamy poniemowlęcym, a jego cechą charakterystyczną ma być jakaś zmiana w mowie dziecka w stosunku do czasu, gdy nic mówiło. Nazwy te są nieadekwatne, bo pierwsze trzy lata życia dziecka to okres najintensywniejszego rozwoju mowy i największy postęp w komunikacji z otoczeniem. Noworodek przecież jeszcze nic nie mówi a trzylatek już w pełni komunikuje swoje potrzeby, relacjonuje zdarzenia, snuje monologi. Jest to imponujące tempo jeśli odniesie się je do czasu, jaki osoba dorosła potrzebuje, żeby opanować biegle nowy język.

Rozdźwięk między nazwami wczesnych okresów rozwoju dziecka a tym, co się faktycznie podczas nich dokonuje w aspekcie mowy, wynika z błędnego założenia, że mowa to tylko wydawanie artykułowanych dźwięków – głosek, sylab, słów. Najpierw jednak dziecko musi zrozumieć jakie to ma znaczenie i po co ono ma to robić. Dopiero gdy odkryje, że na jego aktywność wokalną – płacz, krzyk, pisk – ktoś reaguje, będzie robić to częściej i lepiej, czyli będzie rozwijać mowę. Dlatego pierwszą zachętą do mówienia jest interpretowanie płaczu dziecka i odpowiadanie na niego zgodnie z tym, co sygnalizuje np. głód, ból, zmęczenie, zimno, nudę, tęsknotę. Dzięki temu dziecko odkrywa, że poprzez zabawy głosowe zaspokaja swoje potrzeby. Doniosły krzyk z głodu prowokuje mamę od przyspieszenia karmienia, a tęskne kwilenie daje sygnał do przytulenia, pogłaskania po główce, potrzymania za rączkę, czyli zrobienia tego, czego maluch w danej chwili potrzebuje. To jest pierwsza ważna rozmowa między dzieckiem a rodzicem, mimo, że nie padły jeszcze żadne słowa. Zachęca to dziecko do aktywności i ekspresji siebie poprzez wydawanie różnych dźwięków.

Kolejnym paradoksem w przekonaniach dorosłych na temat rozwoju mowy dziecka jest pogląd, że następuje on na drodze naśladowania mowy słyszanej w otoczeniu. Z pewnością nie dotyczy to początku tego procesu. Pierwsze dźwięki wydawane przez dziecko – gruchanie, głużenie, gaworzenie – nie są przez nie słyszane w otoczeniu. Dorośli ani starsze dzieci nie mówią w taki sposób. Są to oryginalne wypowiedzi maluchów, przez nie tworzone, a nie naśladowane. Dźwięki takie (wokalizacje) należy nagradzać i wzmacniać poprzez uśmiech, mówienie lub imitację wydawanych przez dziecko dźwięków. Bogata i zróżnicowana ekspresja wokalna, stopniowo przechodzi w artykułowaną mowę. Przełom w mowie dziecka następuje, gdy rozwinie ono zdolność uważnego słuchania i usłyszy przerwy pomiędzy słowami w wypowiedziach dorosłych. Początkowo wypowiada ciągi sylab nie robiąc między nimi przerw. Z czasem dzieli je na dwusylabowe i powstają piękne słowa mama i tata. Przemawianie do dziecka z dobrą dykcją, akcentując przerwy pomiędzy słowami, pomaga mu przyswoić melodię i strukturę języka, zbudowanego ze słów. Można to wzmacniać poprzez zabawy grzechotkami, piszczkami, czy szeleścikami umieszczonymi w zabawkach, ponieważ dziecko korzystając z nich samodzielnie – trącając je przypadkowo i prowokując w ten sposób wydawanie dźwięków, nie robi adekwatnych przerw. To ważne zadanie rodzica aby używać grzechotek i zabawek grających z przerwami, w schemacie: dźwięk – przerwa, sygnał – cisza. Podczas pauzy dziecko przetwarza słyszane dźwięki i może zasygnalizować, że chce dalej słuchać. Ten sygnał to poruszenie, wokalizacje, gaworzenie, które należy nagrodzić kolejną porcją miłych dźwięków. Taka zabawa to piękny dialog między rodzicem a dzieckiem, w którym partnerzy „mówią” naprzemiennie.

Ważną umiejętnością znaczącą dla rozwoju mowy jest lokalizowanie źródła dźwięku, która potem jest używana do pomocniczego odczytywania mowy z ust. Wspomaganie tej umiejętności polega na zabawach z prezentowaniem dźwięków z różnych stron, tak by dziecko odwracało głowę w ich stronę. Dobrze uzupełniać je przemawianiem do maleństwa w pozycji twarzą w twarz, aby mogło obserwować twarz rodzica i śledzić jego mimikę. Dziecko sowicie nagradza wysiłki rodzica uśmiechami i badaniem jego twarzy paluszkami, przytulaniem, całowaniem.

Od wymawiania sylab, dziecko dzieli już tylko jeden krok do wypowiadania całych słów, a tym krokiem jest słuchanie pojedynczych wyrazów. Dobrą pomocą w nauce mówienia będą zabawki, które odtwarzają odrębne hasła. Mowa słyszana w otoczeniu to ciąg słów, zlewających się w całość. Trudno wyróżnić z nich „cegiełki” języka. Następuje to zdecydowanie szybciej, gdy rodzic uzupełnia zabawkowe lekcje słownika zabawami w nazywanie. Wskazuje np. części ciała, przedmioty w otoczeniu, czynności dziecka i nazywa je słowami lub prostymi wyrażeniami. Należy pamiętać o dobrej dykcji, jednoznaczności połączenia przedmiotu i jego nazwy oraz wyjaśnianiu znaczenia słów poprzez gesty. Po zastosowaniu tych zaleceń, szybko można przejść do następnego etapu – zadawania pytań, na które odpowiada dziecko. Teraz już potrafi pokazać „gdzie lala ma oko?”, „gdzie jest piesek?”, „jaki duży urosnę?”. To sygnał, że rozumie mowę, czyli zmienił się z „niemowlaka” w „mowlaka”, a za chwilę będzie małym gadułą.

doktor Justyna Korzeniewska, 2014

###

Bardzo dziękuję doktor Korzeniewskiej za możliwość publikacji jej tekstu. Trafiła z nim w moment kiedy w naszym domu mamy pierwsze duże pragnienie dogadania się z małą córką. Zdążyliśmy zapomnieć jak wygląda proces nauki mówienia. A proces wygląda ciekawie, tylko wymaga od rodziców sporego zaangażowania. Trzeba mówić dużo i wyraźnie. Mnożąc takie mówienie razy dwójkę dzieci… serio, sporo trzeba się nagadać. Ale warto. Im większy słownik na starcie, tym dziecko będzie radzić sobie lepiej.

5 KOMENTARZE

  1. To tak trochę z przymrużeniem oka, zasłyszane od matki czwórki dzieci: “Przez 2 lata robisz wszystko żeby dziecko nauczyło się mówić i chodzić, a później coraz częściej marzysz, żeby siadło na tyłku i się nie odzywało” 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here