Niesamowite jest to, że jeden słoneczny dzień, a człowiekowi robi się dużo lepiej. Powiedziałbym nawet, że robi się nam lżej. Mamy marzec, a pogoda robi sobie jaja kręcąc termostatem w zakresie  -04 do +15 stopni Celsjusza. I w sumie to jest spoko, bo dużo się dzieje. Niska temperatura, zostajesz w środku i bawisz się w domu. Wyższa temperatura, łapiesz słońce na zewnątrz. I te możliwości wydostania się na świeże powietrze powodują pierwszy powrót optymizmu. Zaczynam planować co będziemy robić w cieplejszym okresie. A im starsze dzieci tym łatwiej wymyślać dla nich rozrywki.

Jest kilka miejsca #niedozastąpienia w które na pewno będziemy celować w tym roku.

Pierwsze co przychodzi mi na myśl i kojarzy się z wiosną, to Ogród w Powsinie. Duża przestrzeń i dużo ciekawych roślin. Serio, nie trzeba być wielbicielem botaniki, żeby odnaleźć w tym miejscu radość do oddychania miejscowym powietrzem. Wydaje mi się, że już kiedyś o tym pisałem. Dzieci biegają do woli, Ty czujesz spokój, otaczają Cię ładne rośliny. Byliśmy tam w poprzednim sezonie i mamy chęć to powtórzyć. To chyba dobry znak. Poza nowymi i wypchanymi technologiami salami zabaw dla dzieci, mamy do wykorzystania takie klasyki jak ogromny ogród botaniczny. Nie ma tam kamer, nie ma wifi. Ale jest zasięg LTE i można wysyłać stamtąd dużo fajnych zdjęć. Lepszych niż selfiaki. Na pewno ładniejszych i ciekawszych. Ogrodów nie zastąpisz NICZYM innym.

Kolejny cel to duża woda

Można szukać zawsze swoich miejsc daleko od domu. Ja nie muszę teraz szukać szczęścia daleko od domu. Ponad dziesięć lat temu postanowiłem już raz zrobić taki manewr. Teraz wszystko co jest położone kawałek od domu jest dla mnie wyprawą. Dlatego lubię mieć swoje miejsca “nie do zastąpienia”. Polskie morze takie właśnie jest. Mamy wieczór, robi się ciemno. Stoisz na plaży. Słyszysz szum, jeden wielki, długi niekończący się szum wody. Wiatr. Dla mnie 5 minut takiego słuchania szumu rekompensuje mi miesiące przepracowane na etacie. Dlatego ostatnio zdarzyła nam się sytuacja taka oto.

Ubieraliśmy właśnie dzieci, żeby podjechać do sklepu po jakieś podstawowe produkty. Bo lodówka pusta, trzeba uzupełnić zapasy. I tak ubierając się, doszliśmy do wniosku, że równie dobrym pomysłem będzie pojechanie nad morze. Na pełnym spontanie. Kilka toreb, spakowane na szybko. Dzieci do fotelików, bam! Jedziemy. Za trzy godziny jesteśmy na miejscu. Dzieje się to co ładuje nasze akumulatory. Oddychamy innym powietrzem.

Zostajemy nad morzem na jedną noc. Nic więcej. Jedna noc, a drugiego dnia jedziemy do domu. Spontaniczny trip zorganizowany w 5 minut. Trwający 24 godziny. Zdążyliśmy nawet wyleniuchować się w niedzielę.

Takie akcje są według mnie #niedozastąpienia

Jeśli macie jakieś swoje ciekawe i SPRAWDZONE patenty na spożytkowanie czasu na wiosnę – piszcie w komentarzach!

 

UDOSTĘPNIJ

2 KOMENTARZE

  1. Wiosna jest cudna. Wszystko zaczyna pachnieć. Chociaż w tym roku średnio czuję wiosnę nosem bo witamy ją z córką zasmarkane niestety. Z radości ze wyszło słońce wpakowalysmy się na trampoline a później roześmiane poszłyśmy na spacer ☺ Teraz już nie jest nam smiesznie

  2. Naszym punktem obowiązkowym przy ładnej pogodzie są Urle (koło Tłuszcza). Uwielbiam to miejsce, cisza, spokój, rzeka, las. Siadamy sobie nad rzeką i odpoczywamy, a potem na obiad do babci 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here