Pomimo malkontenctwa, lubię tą zabawną stronę rodzicielstwa w której dzieją się różne niestworzone rzeczy. Pewne hardcory po ich spisaniu, brzmią zabawnie. Z perspektywy czasu, większość trudnych chwil zamienia się w dobry dowcip. Ponad tydzień temu zrobiłem małą akcję w której można było zapracować na własnego białego Multicookera 🙂 Poniżej dowiesz się kto tego dokonał. Wybrałem te pozycje, które do mnie najbardziej przemawiały, tj. sytuacje, które też się nam zdarzyły.

Życzę więcej uśmiechu na długi weekend! 🙂 Wygrał wpis tak ostry jak papryczki na ilustracji!

#1 Kasia aka Goście goście do domu!:
Obsada: niespełna trzyletnia siostra męża, teściowa. Przyjęcie w domu. Ważni goscie. Dziecko znudzone. Staje na środku salonu i mówi: “goście idźcie”. Teściowa zbladła, zagaduje gości. Mała powtarza drugi raz, trzeci. W końcu jeden z gości pyta- co ona mówi? Teściowa ściemnia- “goście, jedzcie” proszę, sałatka, pieczeń…” Na to wszystko poirytowana mała na cały głos- “nie, goście tepu tepu domu:)

 

#2 Agnieszka aka Sól jest zła:
“Najśmieszniejszym” obiadem był obiad bez obiadu. Przychodzili do nas przyjaciele z synkiem. Miała być zalewajka i domowa, pyszna pizza. Niedługo przed przyjściem gości mąż stwierdził, ze zupę trzeba jeszcze przyprawić. Mój 3-letni synek uznał, ze jest to świetny pomysł i on “SAM” to zrobił. Mąż, jak przystało na wspaniałego ojca, wręczył synkowi torebeczkę z pieprzem, której co najmniej połowa znalazła sie błyskawicznie w zupie. Mąż zamiast wyławiać tonę pieprzu z zupy, radośnie wszystko zamieszał. Jak mozna sie spodziewać, zupa, nazwana “pieprzową”, nie nadawała sie do jedzenia. Mąż zaczął ją “naprawiać” dodał wodę i dużą ilośc śmietany … Niestety nie pomogło. Zmieniło sie tylko w wodno-śmietanowo-pieprzowy wywar. Na szczescie miała uratować nas pizza… No cóż, prawo serii. Ciasto z nowego przepisu, jak sie okazało, powinno sie piec max 20 minut, a nie 30. Pizza była czarna. Biedni nasi goście próbowali przez grzeczność spróbować tych dań, ale nie miałam sumienia patrzeć na ich miny. Dobrze, ze sa jeszcze telefony, wiec w ciagu 30 minut był u nas dostawca z pizza.
Nie powiem, marzy mi sie urządzenie, które pomoże moim chłopakom w przyrządzaniu zdrowych i jadalnych posiłków.

 

#3 Grucha aka Zupa samochodowa:
“Młody” swoje pierwsze fascynacje ‘resorakami’ HotWheels przeniósł na… talerz obiadowy i zorganizował sobie świetną zupę: “Rosół Gorące Koła”. Nie wiem czy mu smakowało ale wcinał jak nigdy. Żeby uniknąć takich akcji jak na poniższym zdjęciu, przydałby się MultiCooker ;-)

 

#4 Magdalena aka Zdecydowana jak kobieta:
u nas najlepszy numer był kiedy moja wówczas 4 letnia córka podczas odwiedzin u cioci weszła radośnie i pyta co będzie na obiad? Ciocia mówi zupa pomidorowa, na co Młoda przymilnie do cioci – ciociu a zrobisz zupkę ogórkową. Ciocia chcąc nie chcąc uległa namowom i przemodyfikowała się obiadowo. Zadowolona nalała na talerz zupę, Młoda gmera po talerzu łyżką i mówi – Ciociu trochę zupka dobra a trochę nie dobra, ale czemu w tej zupie są ogórki? Ja nie lubię ogórków :)
Weź dogódź kobiecie.

 

#5 Agata aka Wywar z wody:
Dobra.. wstyd się przyznać ale było tak.. wpadam do domu rodzinnego (czytaj na darmową wyzerke u rodziców ) głodna.. patrze- jest !! Zupka, cieplutka kluskugotowane.. nakładam i się zajadam.. wchodzi mój tata i się pyta- Smaczna zupka?
-oczywiście.
– to dobrze. A pieczarkowej już nie bedziesz jadła? Tu zglupialam bo jadłam rosół.. Ojciec się śmieje i mówi że jeszcze nie widział żeby ktoś jadł wywar pod zupę, nie doprawiony i żeby tak mu smakował..
Śmieszne.. do tej pory jak przyjeżdżam to udają że chowają zupę i głośno krzyczą że jeszcze nie gotowa..

 

#6 am aka “Zupa z chomika”:
Czy historia jest o smacznym jedzeniu- nie wiem, ale śmieję się zawsze, gdy sobie ją przypomnę.
Maj- komunia brata. Pamiętam dokładnie, bo miał dostać chomika (mega zazdrość z mojej strony). Dzień śliczny, wszystko przygotowane, rosół się chłodził przez noc na balkonie- super. Na balkonie też czeka w rogu w akwarium prezent-niespodzianka chomik. Napiszę tylko tyle- brat chomika nie dostał, a rosołu na obiad nie było. I znowu się śmieję! hihihi

 

#7 Kasia aka “Niebieska zupa”:
Kiedy przyszedł czas w moim życiu na zmiany i na palcu zagościł pierścionek, przeprowadziłam się do Narzeczonego. Nie wyniosłam z domu rodzinnego zbyt wielu umiejętności przyrządzania potraw. Musiałam uczyć się wszystkiego od.. Zera. Do wszystkiego dochodziłam metodą prób i błędów. Chcąc się przypodobać mojemu przyszłemu mężowi i przygotować wyśmienity i prawilny rosół. Zadzwoniłam do babci, pytając, jakie dodatki mam wrzucić. Po dłuższej chwili zupa cichutko “mrugała”, dając znać, że jest już gotowa. Cóż. Nie wszystko poszło gładko. Jakież było zdziwienie mojego Kuby, gdy zerknął do garnka. Biedak aż jęknął. – Kasiu… Co to jest? – Jak to co? Rosół! – No tak… Ale.. Niebieski?… Wyjaśniam. Babcia powiedziała: “Aaaa no i możesz wrzucić jeszcze kawałek kapusty. Tak do smaku.” Wrzuciłam, ale czerwoną – bo taka była akurat w lodówce. Taka ze mnie była kucharka. :-) na szczęście dziś to już przeszłość. :-D
#8 Aga Zet aka Brudny Język:

Nasza historia brzmi nieprawdopodobnie, ale ta seria niefortunnych zdarzeń, niestety wydarzyła sie na prawdę. Zaprosiliśmy do nas rodzinę na wielkanocny obiad. Wśród gości była moja ciotka i jej córka z dziećmi (Kasią i Piotrkiem). Ciotka znana jest z tego, że w kuchni jest perfekcjonistką i zjedzie każdego kto nie jest. Postanowiłam zrobić na obiad rosół, który wychodzi mi na prawdę dobrze. Kiedy przyjechali goście, chciałam odlać rosół (żeby był bez warzyw), więc włożyłam durszlak do zlewu i wlałam zupę. Dopiero po chwili skapnęłam się co zrobiłam…że rosół już dawno jest w kanalizacji.
Ale nie poddałam się i na szybko zrobiłam Żurek z torebki. I mówię do męża “takie gówno z torebki, ale grunt, że jest”. Usiedliśmy do stołu, a ciotka pyta co to za zupa, na co mały Piotruś “gówno z tolebki”. Myślałam, że umrę ze wstydu.
Ale najlepsze jeszcze przed nami! Siedzimy sobie razem przy stole, a w piekarniku kaczka. Przepis banalny, już zdążyłam się pochwalić, że zupa słaba, ale w pieczeniu kaczki jestem mistrzem. Nagle mąż do mnie: “coś się pali”. Rozejrzałam się po pokoju, a z drzwi kuchennych wydobywa się dym! Biegnę do kuchni i zastanawiam się co się stało, mięso ma jeszcze 15 minut, żeby dojść…otwieram piekarnik, a z kaczki został czarny wiór! Okazało się, że moje dziecko podkręciło temperaturę w piekarniku do 230 stopni.

Oczywiście na ogół dobrze gotuję, to znaczy tak twierdzi mój mąż… Ale sam rozumiesz, że multicooker by się przydał ;)

#9 Justyna aka Chemiczna Justyna:
Moja najśmieszniejsza historia wydarzyła się w Wielkanoc. To była pierwsza Wielkanoc, którą przygotowywałam sama w domu. Wisialam z mamą na telefonie, dawała mi instrukcje, jak zrobić galaretę drobiową.Postępowałam zgodnie z instrukcjami do momentu kiedy trzeba bylo wsypac do wywaru żelatynę. Oczywiście wsypałam odmierzoną ilosc i nagle cała zawartość garnka spieniła się potwornie i postanowiła sama opuścić naczynie. Wpadlam w panikę, nie wiedząc totalnie co się dzieje. Okazało się,ze żelatyna, byla w opakowaniu, o takim samym kolorze, co soda oczyszczona,a ja zagadana z mamą nie zwrociłam uwagi na konsystencję proszku.

 

 

Zwycięski wpis należy do: #8 Aga Zet aka Brudny Język. Gratuluję i mam nadzieję, że więcej takie przypadki nie będą miały miejsca w Twoim domu heheh. Niech MultiCooker Ci służy.
nagroda2

 

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here