Znacie pewnie te dni kiedy wszystko idzie nie tak. Kiedy w pracy szef się czepia, w domu nie wyrabiasz się z niczym, dodatkowo Twoje dziecko aktualnie choruje, więc musisz wziąć wolne.

Twój szef ma ochotę Cię wyrzucić na zbity pysk, a Ty nie wiesz za co wtedy będziecie żyć? Świat wali Ci się na głowę. Planujesz rzeczy, które byś chciała dodatkowo zrobić. Zapisać dzieci na zajęcia albo wyjechać wreszcie z nimi na wakacje. Internet dowala nam same piękne obrazki wielkich domów, wystylizowanych pokoi dzieci, a koleżanki opowiadają o prywatnych szkołach na które długo nie będzie Cię stać.

Dla dzieci jesteś w stanie pracować za troje, ale wiesz, że w ten sposób tracisz każdą cenna chwilę z nimi. We własnych oczach stajesz się nikim, Twoje serce pęka, bo nie możesz dać pociechom tego czego one by chciały.

Otoczenie kreuje w naszej głowie pewien poziom życia. Pokazuje nam że każde dziecko powinno mieć swój pokój, swoje łóżko, swoją łazienkę. Fajnie jest jak ubiera się w tym, a nie innym sklepie, bo ten tylko sklep jest ekofriendly. A Ty zastanawiasz się czy kupić bio kaszę jaglana czy ugotować obiad na dwa dni za równowartość ceny zwykłej kaszy.

Czym więcej mamy kłopotów tym mniej potrafimy z nich wyjść. Jesteśmy zestresowani, nie zobaczysz u nas uśmiechu i zdecydowanie nie mamy ochoty bawić się z naszymi dziećmi. Wpadamy w błędne koło. Tracą wszyscy, a tak naprawdę najwięcej tracą nasze dzieci.

Mimo, że to przecież dla nich zarzynamy się w robocie, to dla nich stoimy w kolejkach za fajnymi ciuchami czy zabawkami. To dla nich pracujemy dłużej. Chcemy żeby było nas stać posłać dzieci do lepszych przedszkoli czy szkół.
A one potrzebują tylko nas….
Najlepiej czują się w naszym łóżku, uwielbiają razem się kąpać, są w siódmym niebie kiedy z prześcieradła robisz im bazę. Będą pamiętać do końca życia, że spaliście pod namiotem we własnym ogródku. A najbardziej potrzebują nas, zdrowych, uśmiechniętych i dających im jak najwięcej czasu razem.

Wzruszam się gdy to piszę, bo nie jestem lepsza. Co jakiś czas sama zapędzam się do tego cholernego kołowrotka i dopóki coś się nie wydarzy, to pędzę w nim coraz szybciej, coraz mniej rozglądając się na boki. Pragnę większego domu dla nich, dobrego samochodu żeby bezpiecznie jeździły, więcej kasy żeby dać im wszystko.

Po czym staje przede mną to małe ciałko, które jeszcze niedawno nosiłam pod sercem i jedyne czego chce to przytulić się.

Za co mnie kochają ?
Moje dzieci kochają mnie za to że je lubię, że robię im naleśniki, że razem kąpiemy się mikromałej wannie w której sama się ledwo mieszczę. Wspominają piknik w parku Skaryszewskim kiedy tata wziął wolne w środku tygodnia i wyjątkowo nie pojechaliśmy do przedszkola tylko z kanapkami nad jeziorko.

Z całych wakacji gdzie zabieraliśmy ich na różne atrakcje najlepiej im było na plaży gdzie kąpały się w morzu. Babcia z dziadkiem to synonim zbierania jagód w lesie, kotek który się urodził i czas kiedy razem się nim zajmowali. Wszystkie te wspomnienia mają wspólny mianownik. Najważniejsze było dla nich ze byliśmy razem ❤

Dzieci bardzo lubią wszystkie zabawki, piękne sukienki czy super atrakcje, ale zapewniam Was, że zawsze wybiorą wspólne gotowanie lub spacer z Wami. Bądźmy tymi uśmiechniętymi rodzicami, których rysują nasze najważniejsze istoty. :*

Nie mogę Ci wiele dać

2 KOMENTARZE

  1. no i zgoda w 100%
    sam teraz mam taki okres, że chciałbym jak najwięcej zrobić, pracować po nocach żeby wycisnąć ile się da ale tutaj dokładnie jak piszesz, znika uśmiech z twarzy, radość życia i przychodzi stres.
    Wolę usiąść z córą i się bawić ale czasami “nie ma kiedy”
    Trzeba zwolnić i skupić się na tym co najważniejsze…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here