Czytam ciekawą książkę, i jest to bardzo dobra informacja. Czytałem też inne, ale ta ma zaskakującą jak dla mnie formę. Historia medycyny. Od samego początku. Opisuje, w bardzo obrazowy sposób stan medycyny od jej początku, aż do dzisiaj. Kiedyś leczenie, oznaczało zazwyczaj tortury, ucinanie nóg, powykrzywiane palce i tak dalej. Historie opisane w książce pokazują, że do czasów dzisiejszych medycyna była poszukiwaniem rozwiązań, na oślep. Dzisiejsze czasy mają to do siebie, że wreszcie nastąpił pewien postęp. Postęp w medycynie jest zauważalny. Zdarzają się naturalne, bezpieczne, przydatne specyfiki na konkretne drobne dolegliwości. Są takie produkty, które musisz po prostu znać. Czasem zamiast liścia kapusty, lepiej jest przyłożyć Alantan. Jak boli gardło, to lepiej prysnąć Tantum Verde, niż miksem spirytusu z wodą. To znaczy, może ktoś lubi płukać buzię spirytusem. Nie wnikam. Co kto lubi.

Wracając do książki. Głównym jej sensem, według mnie. Jest fakt, że lepiej jest dbać o zdrowie, niż leczyć. Lepiej mieć patenty w świecie roślin i pomagać sobie na bieżąco, niż sięgać po leki. Ale jak mawia Doktor House: nie można ignorować medycyny, można ją poznawać i z niej korzystać.

Przed chorobą nie da się uciec. Jak zechce, to będzie z nami

Zaczyna się taki sezon, że chcąc nie chcąc, dziecko zawsze przyniesie coś chorobowego do domu. Albo nie. Jestem beznadziejny, to ja chodzę do pracy i przynoszę najwięcej śmieciowych zarazków. Dochodzę do wniosku, że różnica pomiędzy latami ’90, a czasami dzisiejszym jest prosta. Dzisiaj mamy bardziej społeczne życie. Idziemy do Sali Zabaw, typu kulki. I tam bywa mnóstwo ludzi. Więcej poruszamy się między ludzi, znamy więcej podróżujących po całym świecie osób. Poza dobrą zabawą i lepszymi kontaktami, można przynieść od swoich przyjaciół jakieś drobne przeziębienie. No i wtedy trzeba mieć swoje sprawdzone patenty. Dopiero w wieku 30 lat widzę ile drobnych umiejętności i drobnej wiedzy, zbiera człowiek przez swoje życie.

Zioła, kocham je miłością absolutną

ziola

Zielnik w domu to świetna sprawa. Za parę złotych kupuje się Bazylię, Pietruszkę, Koper i inne fajne sprawy. Dodaje się to takie fajne świeże, do jedzenia. No i co? I w mojej skromnej opinii, to jest właśnie jedna z metod wsparcia swojego zdrowia.

Olej kokosowy

koka

Mówią o nim “cudowny olej”. Najpierw się z niego śmiałem. Teraz jestem fanem. Mam wrażenie, że im więcej go jemy, tym lepiej się czujemy.

Zdrowie to nie tylko umiejętność leczenia się. To także umiejętność nie doprowadzania do choroby. To dbanie o odporność. Sposobów jest milion, nie wszystkie pasują do każdego człowieka. Budowanie odporności to długi proces, który wymaga od nas bycia zaangażowanym i spostrzegawczym. Ale warto dbać o zdrowie. Wie to każdy rodzic, którego dziecko w sezonie zimowym zaczyna chorować.

Jakie macie swoje domowe sposoby na budowanie sił witalnych swoich dzieci? Wiem, że jest ich milion, ale może macie coś fajnego czego nie znam.

1 KOMENTARZ

  1. Brak domowej aseptyczności od małego to dla dziecko już dobry poligon dla systemu odpornościowego. Razem z żoną nie daliśmy się zwariować i nie myliśmy małej rąk co 5 sekund, pozwoliliśmy raczkować po podłodze, nie robiliśmy afery jak brała coś do buzi. Dziś, kiedy ma 2 lata, poza dietą, o której pisałeś, dajemy tran, omega3. Poza standardowym gilem, który załapała we wrześniu w żłobku, nic się nie przypałętało, odpukać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here