Sezon wiosenny niesie ze sobą wiele dobra. Jedno z tych najbardziej wyczekiwanych przez moją rodzinę dóbr, to powrót świeżego jedzenia na nasz Falenicki bazar. Cały sezon jesienno-zimowy karmimy się zdrowymi przetworami, ale nieustannie czekamy, aż na straganach pojawią się lokalne produkty. Mamy swoje ulubione miejsca w których kupujemy sprawdzone produkty. Z jednej strony sprzedawcy dysponują polskimi produktami certyfikowanymi, a z drugiej jak się człowiek dobrze pozna ze sprzedawcami, to może dostać coś ekstra. 

Ja jak zwykle odnoszę się do tych extra jabłek, które dostaliśmy od naszej zaprzyjaźnionej sprzedawczyni w poprzednie wakacje. Do dzisiaj pamiętam ich smak i historię pięćdziesięcioletniego drzewa, które te jabłka zrodziło. Tego właśnie szukam na „swoich” ulubionych bazarach. Relacji ze sprzedawcą, szczerości co do produktów i jakości samych produktów. Serio. W supermarketach można znaleźć polskie wytwory, ale nigdy na przeciwko nas nie stanie zapalony plantator, tylko młody student. Ja cenię wartość dodaną ludzi od których kupuję na bazarze. 

Zamiast wiecznie rotującej się kadry supermarketowej, dostaję niejednokrotnie możliwość zaprzyjaźnienia się z całymi rodzinami handlującymi na bazarach. Nie potrafię być nielojalny wobec nich. Czasami zdarza mi się robić zakupy na bazarze w okolicach 7:00. Kilka razy spóźniłem się przez to do pracy. Wystarczy wejść na swój ulubiony stragan i 20 minut pęka w sekundę. To nie jest supermarketowe pokazywanie „tam leżą ogórki, pan se weźmie”. To jest bazarowe: „panie, te ogórki mam od plantatora, którego znam 30 lat, są soczyste i kruche…”. Takie historie wolę. Naturalne, bliskie i kompetentne.

W ogóle to przypomniało mi się, jak moja Babcia lata temu wyruszała rano na bazar. Jakbym kiedyś miał dzisiejszą świadomość, to chodziłbym z nią za każdym razem. Niestety do niektórych rzeczy człowiek dorasta. Tak jak ja dorosłem do świadomego wybierania dobrego jedzenia.

Ale abstrahując od odczuć i emocjonalnych przeżyć, patriotyzm lokalny ma duży sens, bo przekłada się na zdrowie własne i rodziny.

Jest taka grupa ludzi, której w ogóle nie obchodzi to co pchają do własnych brzuchów. Przez wiele lat dziwiłem się, że można być takim ignorantem i używać byle jakiego paliwa. Paliwa, bo jedzenie  to najważniejsza rzecz, która może ułatwiać życie naszemu organizmowi albo wystawiać go na ciągłą próbę sił. 

Najważniejszą rzeczą dla niektórych ludzi jest ciągle cena. Jeśli ktoś chce się wzbraniać przed zdrowym jedzeniem, bo „cena”, to nie ma zbyt dobrego argumentu. Naturalne polskie produkty w trakcie sezonu są tak tanie, że gdybym tylko miał wystarczająco dużą piwnicę, to pod koniec sezonu robiłbym zapasy na zimę. Wiadomo, że jak kupicie albo dostaniecie coś od rolnika bezpośrednio, to można liczyć, że produkt będzie pewny. 

Jeśli nie jesteście ignorantami, to możecie w wielu przypadkach pomóc sobie za pomocą oznaczeń. Jeśli jednak trochę zależy Wam na brzuchach, warto szukać znajomych logosów/znaczków, którym oznacza się dobre polskie jedzenie. Jeden z takich to ten, który widać obok. Warto się nim kierować przy wyborach dokonywanych na zakupach. Jest charakterystyczny i dobrze widoczny. Oznacza, że produkt pochodzi z Polski, jest zdrowy, a dostawca jest godny zaufania. Idąc na zakupy rzućcie okiem jak dużo takich produktów leży na półkach. Rozważcie ich zakup.

Polska, Polska, Polska, mieszkam w Polsce.

Jak to przeczytacie w miarę rytmicznie to usłyszycie dźwięk. Z niektórych rzeczy powinniśmy być dumni. Sporo osób za granicą (jeśli jest już świadomy różnych smaków) typuje „nasze” jedzenie jako to smaczniejsze niż zagraniczne. 

Nie wiem do końca w czym dokładnie tkwi sekret, ale  myślę, że w naszym uczciwym i mniej chemiczno-przyjaznym podejściu do roślin. Znalazłem kilka osób chwalących nasze rodzime produkty. Być może warto na chwilę przestać rozglądać się za egzotyką, a docenić to co oferuje nam najbliższe otoczenie?

Lokalizacja, pochodzenie produktów, też jest ważne. Jeśli musimy przewieźć warzywo przez 1500 km, zanim dotrze na nasz stół, to znaczy, że musiało być ono zerwane wcześniej i w jakiś sposób zakonserwowane. Produkty które produkowane są na terenie naszego kraju, mają tę drogę krótszą, a co za tym idzie, nie wymagają, aż takich środków ochrony.

Nie tylko ja tak myślę. Długą drogę przebywają też ludzie wyjeżdżający za granicę w poszukiwaniu swojego szczęścia. Zapytałem ostatnio swoich czytelników o to dlaczego wybierają polską żywność. Wskazali, że przede wszystkim dlatego, że nasze rodzime wyroby są smaczniejsze. A wierzę tym głosom, bo mówili to ludzie na stałe mieszkający za granicą 🙂

Tym bardziej myślę, że spot który został przygotowany w ramach akcji “Polska Smakuje Każdego Dnia” dobrze odwzorowuje realia. Polacy tęsknią za naszym jedzeniem. Nie ma w tym temacie żadnych wątpliwości. Jeśli macie do wybory coś spoza naszych granic, albo z Polski, wybierajcie polskie. Nie dlatego, że nie lubimy innych państw niż nasze, ale dlatego, że wszystkie racjonalne argumenty świadczą o tym, że jest ono zdrowsze i lepsze w smaku! 🙂

 

Wpis stworzony wspólnie z: http://polskasmakujekazdegodnia.pl/

Polska smakuje
Polska smakuje

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here