To właśnie moja druga połowa (żeby nie mówić żona, bo to brzmi staromodnie) mówi mi, żebym więcej pisał o emocjach. Ja mam z tym problem, bo w ogóle to średnio mam jakieś emocje. Owszem, mam sporo emocji dla dzieci, dla domu, ale staram się nie emocjonować pisząc. Mało interesuje mnie przekazywanie Wam tego co czuję do rodziny. Czasem zdarzy mi się uzewnętrznić, ale jest to zazwyczaj jakieś mega zjawisko. Ostatnio czułem emocje, jak skumałem, że moja Córka całkowicie zmienia mój sposób patrzenia na kobiety. To było wzruszające.

Gdyby dało się przekazać to w słowach innym ludziom, to bym to zrobił. Ale się nie da. Nie chce mi się na siłę uzewnętrzniać, żeby to każdemu tłumaczyć i wytłumaczyć. Najważniejsze jest dobro moich najbliższych. To chyba normalne. Syn, Córka, Żona, wszyscy są zależni ode mnie. To jest również wzruszające. Czy ktoś kto nie czuje takiej odpowiedzialności na co dzień, jest w stanie zrozumieć co mam w głowie i jakie sytuacje przeżywamy? Nie sądzę.

Populizmy populizmy, banały

Słyszałem ostatnio, że szerzę populizmy. Sam bym siebie o to nie podejrzewał. Ale tak jest. Odnoszę się do najbanalniejszej “woli ludu”. Miłości, zrozumienia, spokoju i bezpieczeństwa. W gruncie rzeczy wszyscy potrzebujemy odczuwać proste emocje i wierzyć w banały. Sporo z nas nie ma na co dzień emocji, ale chciałoby mieć. Różnie to bywa. Ja uważam, że trzeba szerzyć dobro za wszelką cenę.

Na szczęście nie nawiedziła mojej rodziny wielka choroba, której nie dałoby się pokonać. Na szczęście. To zazwyczaj niestety wszystkie na raz walą się sprawy typu podstawowego: pieniądze, zdrowie, czas, praca, rodzina, etc.

Zajęło nam dużo czasu, żeby poukładać sobie wszystkie rodzinne sprawy. Rodzina to najtrudniejszy projekt jaki do tej pory prowadziłem. Jest najbardziej skomplikowany ze wszystkiego co można w życiu robić, ale też dający najwięcej satysfakcji, w przypadku sukcesów. Oczywiście nie mówię, że bycie agentem XXL w tajnym rządzie Mozambiku, to nie jest fajna sprawa i nie przynosi dużo większych wrażeń… ale mi chodzi o warunki miejskie. Normalnych ludzi, otwarte głowy. Prowadzenie rodziny jest emocjonujące, pasjonujące, ale czasem też obciążające psychicznie.

Konsekwencje, uciekaj

Najgorszą konsekwencją niedowiezienia jakiegoś wyniku w pracy, będzie utrata pracy. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale mogę sobie wyobrazić, że tak może być. Można czasem nie dać rady ze sprawami zawodowymi, a wtedy ktoś pociągnie Cię do konsekwencji zawodowych.

Ja takie zawodowe podejście do tematu przekładałem od początku na dom. Wydawało mi się, że dom nie jest tak ważny jak praca… Na szczęście mam mądrą żonę, która w ciągu ostatnich paru lat wyprowadziła moje myślenie na dobry tor. Gdyby nie ona, byłbym tylko mieszkańcem w moim domu, dalekim od bycia domownikiem.

Sporo z żoną spieraliśmy się odnośnie swoich ról w domu. Ona od zawsze opiekowała się “domowymi sprawami”. Czyli takimi których ja nie czułem. Ostatnio na tapecie jest temat zdrowia w domu. Moje podejście jest (albo było) takie jak u większości facetów. Czyli nie widzę problemu, do czasu kiedy faktycznie nie będzie bardzo źle z moim zdrowiem. Jeśli mam kaszel, to nic nie szkodzi, można go “przechodzić”. To głupie podejście i warto, żeby mieć w domu kogoś kto rozumie takie sprawy lepiej od Ciebie. Takich problemów nie powinno odkładać się na później. Wie to każdy rodzic, który zignorował objawy, nie zadziałał na czas i doprowadził do pogorszenia stanu zdrowia. Moja żona dba o to, żeby nie dopuszczać do sytuacji podbramkowych. Chwała jej za to.

Dopóki jesteśmy zdrowi, nie czujemy problemu. Ja cierpię na okropne migreny, ale nie mam w sobie tyle systematyczności, żeby dbać o wyposażenie domowej apteczki. Ona dba o mnie. Gdybym to ja opiekował się domowymi zasobami, skończyło by się to po prostu na wiecznych pospiesznych podróżach w kierunku apteki. Ale, miałbym pewnie coś typu alantan, na rany. Przecież nie znasz dnia w którym możesz przyjść z tatuażem do domu, wtedy się przyda.

Wydarzenia z ostatniego tygodnia. Dzieci chore od tygodnia, mi wydawało się, że to nic poważnego. Ot zwykły kaszel, który przeciąga się w czasie. Moja żona widziała w tym jednak większy problem. Nie posłuchała mnie. I chwała jej za to. Pojechaliśmy do lekarza. Okazało się, że jedno z dzieci miało zapalenie krtani. Gdybym to ja zajmował się tym tematem, doprowadziłbym do krzywdy moich dzieci. Nie dlatego, że miałem złe intencje, ale dlatego, że w pewnych domowych tematach jestem sporo mniej kompetentny.

Jeszcze raz populizmy dla Was

Warto pochylić się nad, wydawało by się, błahymi sprawami. Kończy się rok, niedługo będą święta, większość z nas zacznie ogarniać świąteczna melancholia. Lepiej zróbmy sobie rachunek sumienia przed tym momentem. Jeśli u naszego boku są ludzie, którzy o nas dbają, dajmy im trochę wdzięczności już teraz. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony. Nie wyobrażam sobie, że miałbym zajmować się sprawami, które ona robi dla mnie i dla moich dzieci. Dziękuję Ci, że jesteś nie do zastąpienia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here