in ,

Święta nieidealne

Patrząc na domowe sprawy z perspektywy minionych świąt można lepiej zaplanować kolejne. Oczywiście o ile pamięta się to co działo się rok wcześniej… ale uporządkujmy. Na początku grudnia mieliśmy spory problem finansowy. To już w pewnym sensie norma. Jak się wali to wszystko na raz. Całą naszą czwórkę choroba rozłożyła na ponad miesiąc. Wszyscy chorzy, każdy z glutem. Zło takie, że nie masz ochoty podnieść ręki. Roboty w opór, a w chorobie siły nie te co trzeba. A do tego skończył nam się hajs.

Niestety w opór opóźnione terminy płatności faktur, zaległe rachunki i nieplanowane akcje… w pewnym momencie nie mieliśmy pieniędzy nawet na lekarstwa. Nie ma się czym chwalić, ale też nie ma co ukrywać. Tak to w życiu bywa. Mało kto o tym mówi, ale płynność finansowa to problem wielu rodzin.

Dużo niepewności i ta złość, że wchodzimy w świąteczny radosny okres, nie mając specjalnie co do gara włożyć. To nauczyło mnie, żeby mieć odłożoną jakąś ekstra kasę na czarną godzinę, albo najlepiej cały fundusz grudniowy, bo idąc wstecz to zawsze się coś nam wywala właśnie w tym czasie.

Rodzinne święta w małym gronie
Rodzinne święta w małym gronie

Dziecięca perspektywa

I tacy mocno zdołowani spytaliśmy naszego syna jak by chciał, żeby te święta wyglądały.
Szczerze to ja pytałem z nadzieją, że powie mi co chce dostać albo do której babci chce pojechać. A nasz pierworodny zaskoczył nas odpowiedzią jak nigdy wcześniej.
Powiedział że najbardziej chciałby żeby nikt na siebie nie krzyczał, żeby nikt na niego się nie złościł i żeby nikt mu nie wypominał, że ma drogi prezent…

Nie było twardych na tą odpowiedź, popłakaliśmy się z Olą. Dlaczego? Dlatego, że najpierw doszukiwaliśmy się winy w nas samych. Ostatnie pół roku było dla nas bardzo pracowite. Narzuciliśmy sobie tyle pracy, że Oli zdrowie tego nie wytrzymało.

Na pewno nie byliśmy wtedy dobrymi rodzicami, chcieliśmy pozaklejać jakieś dziury, które zawsze powstają, żeby ruszyć z projektami na przyszłość. Pochłonęło to mnóstwo czasu, którego już nie starczyło dla dzieci.

Nie dawaj mi prezentów, bądź. I bądź miły.

Wiedzieliśmy, że prośba młodego o bycie miłym dla siebie wynika z tego, że sami byliśmy ostatnio potworami. Jak to człowiek potrafi się zagalopować i nie widzieć co się dzieje wokół. Ale z drugiej strony też nie możemy zarzynać swojego sumienia. Czas wyciągnąć wnioski i działać dalej.

W trudnym okresie pomogli nam przyjaciele, a potem na zasadzie przyciągania wszystko wróciło do normy. Tylko ta prośba Bruna robiąca dziurę w głowie jako najważniejsza rzecz na te święta.

Długo się nad tym zastanawialiśmy. Święta dla Oli zawsze były takimi klasycznymi jak większość nas ma w głowie. Z rodzicami lub dziadkami. Ale w tym roku podjęliśmy decyzję, żeby zostać tylko we czwórkę w domu. Chcieliśmy skupić się w te święta na naszych dzieciach.

Trochę się obawialiśmy czy będziemy potrafili dostarczyć odpowiednią ilość magii świąt, tradycji i przy tym wszystkim spełnić najważniejsze życzenie. Być miłym.

Nie czarujmy się. Szykowanie Wigilii samemu, z dwójką dzieci w domu nie należy do najłatwiejszych. O spięcia nie trudno. Dzieci przez pierwsze pół dnia nie chciały się oderwać od gier, bo przecież to ich wolny dzień i mogą. A później jak już dostali bakcyla to koniecznie chcieli pomagać. We wszystkim.

Lila zanosiła potrawy do do stołu, stawiając je na samym skraju, tak, że prawie spadały. Później kłócili się z Brunem o to kto zaniesie pasztet. Na koniec pobili się o to jak mają leżeć łyżeczki. No świąteczny klimat jak ta lala 🙂

Cudem było to, że my z Olą tym razem się nie pokłóciliśmy. Pomijając fakt, że w piątek i sobotę życzyliśmy sobie świąt spędzanych w osobnych domach Ale tego dnia wiedzieliśmy o jaki skarb walczymy.

Przyjęliśmy taktykę, że działamy jak umiemy, najwyżej coś nie wyjdzie. Nikt z nas wcześniej nie szykował wigilii. Wiecie, jak całe życie to mama robi tę idealną sałatkę jarzynową, a babcia robi najlepsze pierogi na świecie, to trochę strach stawać z nimi w szranki.

I wyobraźcie sobie, że daliśmy radę i to nie na 3+ – tylko na dobrą piątkę!. Wszystko z zachowaniem tradycji. Miało ten sam smak i wygląd, jak u babci i mamy. Staliśmy się dorośli! Umiemy robić Wigilię! Hehehe

Są zadowoleni. Wygraliśmy
Są zadowoleni. Wygraliśmy

Dla nas ten czas stał się również magiczny, byliśmy z siebie dumni. Byliśmy też szczęśliwi, że daliśmy dzieciom wszystko to co otrzymaliśmy od naszych rodzin. I to, że tym razem zostaliśmy tylko we dwójkę nie zabrało im tego klimatu.

Coś więcej, bo samemu

Myślę, że dzieciom dało to znacznie więcej. Czas tylko z rodzicami, bez wiszących obowiązków nad głową. mamy i taty tylko dla nich, którzy nic innego nie potrzebują tylko spędzić te chwile z dziećmi.

Nikt nie spieszył się z godziną na którą musimy zdążyć, nie spinał z tym czy siedzą ładnie przy stole czy nie. Nie musieli wszystkiego zjeść, a na słodycze nie mieli limitu.
Nie mieliśmy problemu z tym, że zaszyli się w swoim pokoju z wymarzonymi prezentami i zaginęli na 3 godziny. Inni pomyślą, że no tak, każdy robił swoje, co to za rodzinne święta.

A my daliśmy im czas, wszystko mogli zrobić tak jak chcieli i po tych trzech godzinach wrócili spragnieni przytulasów i łaskotek. Mieli tyle przemyśleń z którymi koniecznie chcieli się z nami podzielić, że nie sądziliśmy, że mogą mieć takie myśli w głowie.

Po tych trzech godzinach kiedy zaufaliśmy im, że wiedzą co robią i cierpliwie czekaliśmy, otworzyła się jakaś wielka czakra miłości. Takiej nie wymuszonej, najczystszej. Odkopaliśmy ją po wielu miesiącach zbierania się na niej syfu.

Nasze święta stały się dla nas najważniejsze w naszym życiu, najlepsze, najprawdziwsze. To już przestał być tylko Mikołaj z Coca-Coli, nie jest to tona prezentów i sztuczne „wesołych świąt”. Nasze dzieci przywróciły sens celebrowania. Poczuliśmy chęć tworzenia, a nie obowiązek i znudzenie. Chcieliśmy zarażać wszystkich tą chwilą. Dzieci upiekły pierniki, a potem zaniosły do naszych sąsiadów z życzeniami świątecznymi.

Okazało się, że każdy obdarowany sąsiad miał nam tak wiele do powiedzenia. Otworzyli się na właściwie obcych sobie ludzi. To były naprawdę magiczne święta, z taką naszą prywatną magią. Święta nieidealne, ale najlepsze w świecie.

What do you think?

-1 points
Upvote Downvote

Total votes: 1

Upvotes: 0

Upvotes percentage: 0.000000%

Downvotes: 1

Downvotes percentage: 100.000000%

Written by Tata w Pracy

Próbuję ogarnąć dzieci. I robotę. Jednocześnie.
Teksty same się piszą.

2 Comments

Leave a Reply
  1. Wiesz co, chciałabym mieć takie Święta. Ale mimo tej całej mordęgi mój mąż nie wyobraża sobie Świąt bez większego grona. Po drugie teściowa by się obraziła – serio. A nawet jeśli byśmy zostali w domu to teście by się nam zwalili na głowę i zatruli mi nastrój swoim wiecznym narzekaniem (a mieszkamy koło Bazylei)

  2. Fajnie tak sobie odpocząć w małym, rodzinnym gronie. Póki się nie faworyzuje jednej rodziny kosztem drugiej to myślę, że powinni to zrozumieć 🙂 Ja w tym roku tradycyjnie – z rodziną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Thermomix – sprzęt naprawiający domową kuchnię

Jurek Owsiak Mistrz

Szanuję Jurka Owsiaka i znowu dam mu swoje pieniądze