Wiecie skąd wzięła się nazwa mojego bloga? Stąd, że przesiadywałem w pracy ponad normę.
W pewnym momencie “w pracy” stało się synonimem codzienności. Synonimem dni tygodnia, metaforą weekendów. Chyba od zawsze jestem w pracy.

Gdzieś w międzyczasie stałem się Tatą.
W tamtym czasie blogi parentingowe prowadzone przez facetów można było wymienić na trzech palcach jednej ręki. Każdy z nas ojcem w robocie przecież jest. I tak zawsze za mało dnia… na robotę mamy. Ciągle praca, więc kiedy tu pisać? Trochę czasu wypadałoby spędzić z rodziną, chociażby po to, żeby móc potem jakieś własne doświadczenia wrzucić na tego swojego wielce poczytnego bloga.

Jeśli nadal nie idzie, sięgasz po prasę. To konieczne, żeby połapać się, o co w tym chodzi.
Książek nawet nie jesteś w stanie przeczytać dokładnie, bo słabo sypiasz. Twój sen podzielony jest na równe 24 części… albo nierówne 65. Czasami nie sypiasz wcale. Tak jest. Jedno małe dziecko to już terror. Ale tuż obok takich szajbusów żyje inna grupa ludzi. Socjopaci.  Ci wszyscy, którzy nie mają już wolnego czasu na nic, ale wciąż dorzucają sobie do pieca.

TA-DAM! To właśnie ja. Sam pakuję się w tę moją niedolę. Mógłbym przecież nie pisać żadnego bloga i mieć kilka godzin wolnego czasu dziennie oraz generalny spokój. No, stety – niestety. Napisałem raz i zażarło. Kiedyś na początku przeczytałem, że moja niedola pomaga komuś znosić lepiej JEGO biedę. I to było fantastyczne! Oczyszczające i zachęcające jednocześnie. Wtedy właśnie zdecydowałem się pisać jeszcze więcej.

Dobre słowo to była moja pierwsza gratyfikacja.

Na pisaniu spędzałem coraz więcej czasu, ale w słusznym celu. Ten kierunek sprawdza się do dzisiaj. I pomimo takiego stażu udaje mi się utrzymywać ban-listę na poziomie 0. Oznacza to, że z moim pisaniem trafiam do ludzi, którzy mnie czytają. To miłe. Dziękuję. Jaram się nie dlatego, że statystyki są super, ale dlatego, że dyskusje prowadzone są na merytorycznym poziomie. Nie jestem alfą i omegą i nie wmawiam nikomu najmojszej prawdy.
Wiem, że nie istnieje coś takiego jak wiedza absolutna. No, zawsze znajdzie się ktoś, kto wie cokolwiek o życiu i żyje w przeświadczeniu, że doświadczony jest bardzo. Jednak od razu, w zderzeniu z doświadczeniem rodzica, każde inne doświadczenie przegrywa z kretesem. Czy nie uważacie, że rodzic jako taki ma doświadczenia i przeżyć najwięcej? Wszak to on właśnie teraz, po raz kolejny przeżywa okres niemowlęcy, dziecięcy, dorastanie i td.

Hej. Bawi Cię to? Uważasz że rodzice to lamusy?
To idź, powiedz swojej mamie w twarz. “Mamo, jesteś lamusem. Podporządkowałaś swoje życie jakiemuś małemu dzieciakowi”. Co odpowiedziała…oczywiście koloryzuję, żeby pokazać przykład skrajności z jakimi spotykają się młodzi rodzice.

Pierwsze lata życia dziecka bywają dla młodych ojców dosyć ciężkie. Właściwie kolejne też. Nie dość, że harmonogram dnia jest napięty jak pęcherz po trzech kawach, to jeszcze wymagania wobec siebie wzrastają do granic. A potem spotykasz kogoś kto mówi, że w życiu to nie warto się tak spinać. Że nie ma co. No, ale jak to nie ma co? Nie spinać?

Jak się nie będziesz tato spinał, to w domu zabraknie pieniędzy. A jak zabraknie, to kto ci pomoże? Ten co się nie spina? A z czego on wyciśnie?

Odkąd mam rodzinę zupełnie inaczej patrzę na życie, pracę, znajomych, itd. Jestem już duży i wreszcie wiem czym jest ta odpowiedzialność, o której tyle mówili mi dorośli. Zacząłem na siebie uważać. Staram się już nie wychylać. Serio. I dosłownie, i w przenośni. Dla mojej rodziny jestem teraz bardzo ważny. Tak samo, jak wiele znaczy dla mnie ona.

Rodzina jest nie do zastąpienia. Żona jest nie do zastąpienia i dzieciaki są nie do zastąpienia. To moja rodzina. Dlatego „Tatuję w pracy”, żeby zapewnić im wszystko, co najlepsze. I dbamy o siebie nawzajem. Żona ma pracę i własny biznes, a do tego ogarnia ogrom rzeczy w domu… i dzieci. Rety… Gdyby nie Ona, pisałbym o połowę rzadziej. Dziękuję Ci, Olu!

Ostatnio okazało się nawet, że mój punkt widzenia podziela nie tylko rodzina, ale nawet duża firma, w której zapewne też pracują ludzie, wrażliwi na sprawy własnych rodzin. Ludzie, którzy rozumieją, że bliscy są nie do zastąpienia, chociażby w tak prozaicznym aspekcie jak wspólne wychowywanie dzieciaków, prowadzenie domu i trzymanie wszystkiego za oba końce. Tak jest. I tak będzie zawsze. Tym rodzina stoi. Będąc mężem i rodzicem nauczyłem się doceniać rolę żony w naszym domu. Brzmi to banalnie. Ale pomyśl nad tym.

Zwyczajowo jest tak, że kiedy ktoś myśli podobnie do mnie, wspieramy się, by móc wspólnie robić rzeczy większe i ważne. Tantum Verde podziela mój punkt widzenia. Ja zgadzam się z ich perspektywą. To chyba wszystko gra, nie? Oni publikują moje teksty u siebie, ja polecam sprawdzone na sobie rozwiązanie.

Jest to po prawdzie jeden z lepszych sojuszy, jakie nawiązałem. Podobnie jak Fisher Price, z którym współpracowaliśmy w 2014 roku. Jestem cholernie szczęśliwy, że „Tacie w pracy” trafiają się tacy sensowni partnerzy. Życzę sobie i Wam w tym i nadchodzącym roku miłych perspektyw na rozwój i dużo, dużo zdrowia!

1 KOMENTARZ

  1. Coś wspaniałego, że są tacy ludzie. Żeby tylko tacy byli szefowie i potrafili szanować czas człowieka, który chciałby poświęcić rodzinie i bliskim a nie papierkowej robocie…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here