Zaczynając akcję Tata szuka Pracy, nie wiedziałem w jaką podróż się wybieram. Trzy tygodnie minęły tak szybko jak trzy krótkie dni. Działo się dużo, a teraz dzieje się jeszcze więcej. Doświadczenie blogowe pozwoliło mi podejść do tematu na miękko. Nie spinałem się niepotrzebnie, pisałem tylko jak było coś ciekawego do powiedzenia. Trochę nie wierzyłem, że da się tak szybko zadziałać. Ale zrobiłem wszystko co mogłem, żeby pomóc szczęściu. Praca w tym czasie była intensywna. Na szczęście przynosiła satysfakcję.

Moja społeczność zorganizowana wokół Tata w Pracy nie była skupiona na sprawach zawodowych. Zawsze więcej mówiłem o tematach rodziny w kontekście pracy, niż o samej pracy. Wagę publikacji przeniosłem na Linkedin, gdzie jest większe zainteresowanie treściami związanymi z pracą samą w sobie. Opublikowałem teksty i poprosiłem o pomoc. Ludzie zrobili co mogli, ponieśli wieść tak daleko jak się da. I już ten poziom mnie pozytywnie zaskoczył.

Przez trzy tygodnie aktywnie szukałem pracy, rozmawiałem z ludźmi, otrzymywałem oferty i na nie odpowiadałem. Czego się nauczyłem?

  • Doświadczenie i duże projekty w portfolio kandydata są istotne, ale to umiejętności poradzenia sobie z konkretnymi problemami są najistotniejsze. Coraz więcej osób po stronie rekrutującej rozumie nowe zagadnienia. Jest z kim pogadać, można liczyć na zrozumienie aktualnych trendów.
  • O zmianie pracy myśli bardzo dużo ludzi, ale większość boi się to publicznie pokazać. Choć mogliby. Widoczny jest lęk przed mówieniem „chętnie zmieniłbym pracę”. Szkoda, bo sam proces szukania i rozmowy z różnymi ludźmi, jest tak rozwijający i dodający skrzydeł, że każdy powinien tego doświadczać. Dla dobra ogółu.
  • Rozmowa. To jest coś co zjada najwięcej czasu. Umówienie 20 spotkań, to jakieś 100 rozmów. Zajmuje to mnóstwo czasu. Trzeba dużo dyscypliny, żeby odpowiadać wszystkim na czas. A warto odpowiadać. Przyznaję, że sporej części rozmów nie skończyłem pięknym i książkowym savoir vivre. Ale polecam stosowanie zasad, szanownie siebie nawzajem. To procentuje w przyszłości.
  • Na rynku jest mnóstwo genialnych narzędzi dostępnych dla każdego. Linkedin to taki lepszy facebook, ale do pracy. Im więcej ludzi się tam pojawia, tym bardziej społeczność się zmienia. Niektórym z tego powodu podoba się tam coraz mniej. Wartość userzy widzieli w tym, że większość komunikacji mogła być prowadzona po angielsku. Teraz na LI znajduje się dużo polskich treści. Mi to odpowiada, bo czytam naszych twórców treści, jak i śledzę tych spoza naszych granic. Każdy znajduje coś dla siebie.
  • Z kolei Pracuj.pl to jakiś kosmos. Maszynka, która umie szybko zebrać informacje, a potem je zanalizować. Jest sporo ofert dla managerów i specjalistów. Podoba mi się system zgłaszania. Jest przejrzysty, szybki i pozwala śledzić losy twojego zgłoszenia. Widać czy zgłoszenie na ofertę dotarło, czy zostało otwarte, czy ktoś odpowiedział. To bardzo pomaga, bo przy odmowie od razu, możemy się o tym dowiedzieć. Ci, którzy boją się pokazywać publicznie swoje poszukiwania pracy, mogą zaznaczyć opcję „jestem gotowy na zmianę pracy”. Myk jest taki, że to nie jest widoczne dla nikogo spoza kręgu zainteresowania.
  • Jest też GoldenLine. Nie używałem go kilka lat. Niestety trochę umarł. Może nie całkowicie, ale marketing i komunikacja niestety w tym przypadku nie istnieje. Choć, żeby być szczerym i obiektywnym… jedna oferta przyszła przez GL. Walczą.
  • Gdybym chciał założyć własną agencję, to nie musiałbym się martwić o new business przez najbliższy rok. Szukałem pracy, bo chcę przeorganizować życie zawodowe. W pełni świadomie. Gdybym się jednak rozmyślił, to każdy dzień przynosi nowe możliwości. Bez wdawania się w szczegóły. Jest co robić, trzeba mieć tylko na to wszystko czas.
  • Jeśli myślicie, że w Polsce nie ma rodzimych firm mających poziom światowy, to źle myślicie. Jest wiele firm ze świetnym poziomem. Po prostu do nas dopiero teraz dociera poważny drive na sprzedaż przez content marketing. Do tej pory to przede wszystkim reprezentanci „start-up sceny” umieli budować siebie poprzez content. Teraz zaczęły to czuć też tradycyjne firmy o ugruntowanej pozycji na rynku. I to jest szansa dla wszystkich branż. Internet jest już u nas standardem komunikacji na każdym poziomie.
  • Trzy tygodnie to zdecydowanie zbyt krótko, żeby mieć czas na zbędne ruchy. Pomimo, że cel osiągnąłem, to czuję niedosyt. Na pewno związane jest to z ekspresowym tempem w jakim musiałem działać. Mam jednak dzięki temu spory wybór. Shortlista na pięć pozycji jest na ten moment satysfakcjonująca. Dodatkowy miesiąc pozwoliłby jednak pójść dalej, rozmawiać więcej. Jeśli coś mam poradzić, to planujcie tego typu procesy na dłużej niż 3 tygodnie. Ja bym chętnie przedłużył ten czas.
  • Piszący mają łatwiej. Pisanie, publikowanie, sprzedawanie usług poprzez content marketing (raporty, analizy, darmowe treści, cokolwiek …) jest drogą mogącą wesprzeć sprzedaż tradycyjną. Ten kto będzie potrafił pisać o swojej pracy, będzie potrafił docierać szybko do wielu potencjalnych klientów. W przyjaznej formie, w akceptowalny sposób.
  • Jest robota. To jest dobra informacja. Widać, że wiele firm jest gotowych na wejście na wyższy level. A zrobią to tylko z dobrymi pracownikami. Z takimi, którzy są wiarygodni. 
    Work-life balace - na jednym obrazku
    Work-life balance

    Dziękuję wszystkim za czytanie, komentowanie i udostępnianie moich ostatnich spostrzeżeń. Zabawa jest to nieprzeciętna, a efekty warte dalszego opisywania.Cytując Sokoła „To dopiero preludium, to nie meta, to start”.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here