Kiedyś informacje pogodowe uważałem za materiał, który oglądają tylko starzy ludzie. Ja tak myślałem, nie wypowiadam się na szczęście za innych – Ty możesz lubić pogodę, pogodynki… Wydawało mi się, że wiedzieć „czy w niedzielę będzie Słońce czy deszcz” to pełny upadek życiowej spontaniczności. Spontaniczność była jedną z moich podstawowych wartości. Utrata elastycznego podejścia do życia, to coś co mnie martwiło i dręczyło niewiele mniej jak odwieczne pytania o sens istnienia. Bałem się, że wraz z unormowaniem dnia codziennego, stracę życiową spontaniczność i pewien sposób na życie. Tj. moim planem był… brak planu. Taki system sprawdzał się świetnie. Brak planu był cudowny. Nie liczyły się godziny, dni, ani tygodnie. Każdy dzień był identyczny, ale równocześnie każdy był dobry! Wszystko kontrolowałem, było po mojemu.

Idą zmiany!

Spore zmiany przyszły wraz z jednym z zimowych dni. Pierwsze dziecko pojawiło się w naszym domu pod koniec roku. Od trzech lat żyję według nowego systemu priorytetów. Oczywiście, zmiany są oczywistą sferą naszego życia. Nie warto tu popełniać kolejnej nudnej rozprawki na temat „Przyszło dziecko i mi wszystko popsuło!”. Ten temat zostawiam świeżym blogerkom. Niech piszą. Ja nie mam na to czasu, dzieci mi już podrosły 😉

W pewnym momencie życia – coś sobie uświadomiłem: Czas mija, a pewne momenty są #niedozastąpienia, pewne rzeczy już na pewno nie wrócą, pewnych rzeczy nie da się poczuć dwukrotnie! Trzeba cieszyć się z tego co jest tu i teraz, bo jak nie – to ten czas przepadnie i nigdy nie wróci! Zima sprzyja takim przemyśleniom. Śnieg, mróz, śnieg i zimno i deszcz i woda, śnieg i zimno… 3 miesiące takiego traktowania przez naszą kochaną przyrodę i człowiek zaczyna wariować. Krzyczę o światło!

W głębi duszy czekałem na wiosnę, na światło, słońce, powietrze, zielone drzewa. Nie umiałem cieszyć się z zimy. Już mam trochę tej zimy dosyć. Zamiast wychodzenia na dwór, jest wielkie ubieranie się PRZED wyjściem na dwór. Trwa to w moim przypadku od 30 do 60 minut, serio!

Po przyjściu, trzeba zrzucić kurtki, czapki, szaliki, spodnie, buty, zimowe skarpety.. wszystko to trzeba pochować. Jednym słowem MASAKRA zimowa. Jako facet, który ma za dużo do robienia na co dzień… rozwala mnie to ubieranie i rozbieranie dzieci! To jest coś #dozastąpienia zdecydowanie!

Wiosna tu idzie, wiosna już tu jest

Wraz z nią przychodzi optymizm. Ostatnio udało mi się popracować chwilę na słońcu przed domem. Akurat był taki jeden dzień pomiędzy dwoma zimnymi tygodniami. Dało się usiąść na ławce z komputerem i popisać. Było cudownie. Jeden dzień takiej pracy (a bardziej jedno nasłonecznione popołudnie) i miałem akumulatory podładowane na cały tydzień! Wiosna jest cholernie #niedozastąpienia

Wracając do pogody. Kiedyś nie lubiłem wiedzieć jaka będzie pogoda. Teraz znam prognozy bardzo dokładnie, bo od nich zależy jaki będę miał plan na najbliższy tydzień. U nas wiosna już przyszła. Wreszcie mogę wypuszczać dzieci przed dom. Mam chwilę spokoju, dzieci mogą się wybiegać. Samo zdrowie! Jaram się wiosno, że jesteś.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here