Kupujemy farbę w Liroju. Białą chyba. Trzymam młodego na barkach. W pewnym momencie słyszę takie coś:

Takie coś.
Takie coś.

Młody charknął i plunął panu obok, na włosy.
Pan nie miał raczej zrozumienia dla procesu integracji społecznej dwulatka.
Młody czuł się zwycięzcą.

Ja na miejscu tego pana, czułbym się w-ny. He he, he.
To była lekcja ostateczna, już żaden postronny człowiek w Leroy nie zostanie już opluty przez moje dziecko 😉

Koniec.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here