Zamiast bić się na podsumowania obcych dokonań, lepiej wziąć się za ocenę samego siebie. Ja mam za sobą dobry rok. Na pewno był lepszy niż ten wcześniejszy. 2013 to była jazda bez trzymanki, wydawało mi się, że spadam, spadam, a dna ciągle nie widać – początku drogi z dwójką dzieci, nie było łatwo ogarnąć się z chaosu. 2014 to powrót dobrej karmy. Bardzo starałem się, żeby nikt nie mógł czuć się przeze mnie pokrzywdzony. No i dzięki temu nikt nie robił mi przykrości. Fajnie mieć taki rok.

Nie zawsze jest oczywiście tak kolorowo. Zacznę od rzeczy złych, bo mam wrażenie, że było ich mniej niż tych dobrych. Robiąc sobie plan na ten wpis odniosłem wrażenie, że niektóre rzeczy są absurdalnie banalne. Niby są, ale w gruncie rzeczy nie do końca. Nie są, bo z tych banałów składa się życie. A kto ma dzieci ten wie… zignoruj 3 banały na raz, a wyjdzie Ci z tego niezły syf z którego będzie się ciężko podnieść.

NA MINUS:

1. Samochód

To jest rok w którym moja miłość do Mercedesa osłabła. Fakt, jeżdżę 15 letnim klockiem, który w ciągu ostatnich dwóch lat miał lane tylko paliwo i wymieniane opony. Zaniedbałem go. Bo hajs, bo czas, bo za daleko. Doprowadziłem go do skrajności. Był super ziomem, którego zaniedbałem. Nie wyobrażam sobie już życia bez samochodu. Żyję 25km od centrum miasta, potrzebuję go. Bez samochodu, nie ma punktualności. Bez samochodu nie ma pracy, bez niego nie mogę wozić dzieci tam gdzie chcę. Muszę zdecydowanie bardziej dbać o nasze cztery kółka. Ile lat by nie miał, zasługuje na lepsze traktowanie. Przepraszam Cię furko. Na dzień przed nowym rokiem oddałem go do warsztatu, może chociaż odrobinę odkupię swoje winy przed nowym rokiem.

2. Praca jest ważniejsza

Być może w kontekście 2013 zmieniłem już podejście do pracy. Nie ryzykuję zdrowia dzieci, żony, swojego… aż tak jak wcześniej. Ale niestety w małym stopniu nadal mi się to zdarza. Gonitwa za kasą niestety czasem jeszcze u mnie wygrywa. Śpię po 2 albo 3 godziny, nie jem, spieszę się, ryzykuję wypadkiem. Po co? Niestety uważam gloryfikowanie pracy za mój fuckup, ale na szczęście każdy kolejny rok uczy mnie jak lepiej stawiać kroki.

Niestety nadal potrafię się wkurwić w pracy i droga stuprocentowego pozytywa mi nie wychodzi. Ograniczyłem liczbę bluzgów, ale czasem coś się wypsnie. Zauważyłem, że im bardziej zajechany fizycznie jestem, tym mniej mam nerwów. Więc, chyba będzie pokrętnie. Jak odpocznę, to będę bardziej efektywny i mniej bluzgający. To chyba fair układ. Ostatnie trzy lata pociągnąłem jak dysfunkcyjny pracoholik. Chyba pora złapać odrobinę dystansu.

3. Relacje z dziećmi i z żoną

Im więcej czasu pracuję, tym mniej czasu mam na budowanie więzi z najbliższymi. Niestety, praca na etacie nie równa się porządkowi w relacjach domowych. Wręcz jedno wyklucza drugie. Etat w tradycyjnym tego słowa znaczeniu jest anty-metodą na dobry dom.  Niestety. Ale ten punkt jest również po stronie plusów, bo nie jest tak, że cały rok jest przysypany po uszy pracą. Źle zacząłem rok, ale dobrze go kończę.

NA PLUS:

1. Jedzenie / Thermomix

Tak, dzięki żonie udało się udoskonalić nasze posiłki. 2014 to rok w którym zamieszkał z nami Thermomix. Zawsze podchodziłem do tego typu sprzętów sceptycznie, ale po kilku miesiącach spędzonych razem, muszę przyznać: to jest urządzenie przełomowe, na poziomie przejścia z PC na Laptop. Można na nim zrobić praktycznie wszystkie potrawy, przetwory, mąki etc, z podstawowych składników. Zamiast kupować mąkę, kupujesz ziarna, zamiast słoik z żurawiną, samą żywą żurawinę. Wszystko robi się samo w przeciągu krótkiego czasu. Ma dołączane beacony z przepisami, jest niemalże komputerem. No kocham go. Daję na pierwszym miejscu, bo im starszy jestem, tym gorzej reaguję na śmieciowe jedzenie. Dzięki niemu czuję się dobrze. Cholerstwo jest teoretycznie drogie, ale patrząc na zmniejszenie wydatków… zwraca się po paru miesiącach. I love it!

2. Więcej czasu z dziećmi.

Udaje się. Dużo więcej niż rok wcześniej, ale mniej niż będzie w 2015. Taki mam plan.

3. Pisanie

Jeszcze dwa lata temu nie podejrzewałbym, że będę pisał coś dla siebie. Jeszcze niedawno robiłem to tylko w pracy, dla kogoś. Dzisiaj piszę dla siebie, sprawia mi to przyjemność. Odczuwam satysfakcję, że piszecie do mnie rzeczy typu: “fajnie, też tak mam, lubię jak piszesz”. Ja lubię jak Wy do mnie piszecie, to nobilitujące 🙂

4. Córka

Zawsze śmiałem się z ludzi, którzy szczycili się, że zmontowali sobie dziecko. No bo niby co trudnego jest w dobrym bzyknięciu swojej kochanej żony? Ano to, żeby wyszło fajne dziecko. Z syna cieszyłem się mocno, ale po roku z córką mogę powiedzieć, że to jest dopiero poważny lot zmieniający percepcję na świat! 🙂 Za jakiś czas napiszę Wam o tym co się w facecie zmienia przy okazji pojawienia się córki w życiu. Wszystko się zmienia. Laski i spoko dupy przestają istnieć, teraz jest moja córka, i córki innych facetów. Respect that.

 5. Broom Boom

Mam pod swoim dachem bardzo zdolną postać. Moja żona, mistrzyni szycia, wyszywania, robienia czegoś z niczego. W 2014 wymyśliliśmy sobie markę Broom Boom. Szyte akcesoria dla dzieci. Ładne, stylowe, robione ręcznie. Pierwszy raz w życiu mamy swoje metki. Czasochłonne i pracochłonne to, nie przynosi tyle pieniędzy, żeby się z tego utrzymać, ale satysfakcja jest ogromna, opinie o produktach są przepiękne. Aż miło się robi, że to u nas się to dzieje.

>> http://broomboom.tatawpracy.pl

6. Powrót do gazety

Jeszcze przed zakończeniem tego roku, udało się opublikować jeden tekst w prasie. Dla magazynu Dziecko napisałem jeden felieton, drugi myślę, że też się pojawi. W tym roku również odgrzebałem fragment z gazety sprzed kilkunastu lat. Wzmianka o serwisie muzycznym, który kiedyś robiliśmy. Nikt z Was nie będzie pamiętał, ale kiedyś z paroma zapaleńcami robiliśmy BIMBER.PL – Pędzący Serwis Informacyjny. Piękne czasy, miło było sobie to przypomnieć.

Magazyn Dziecko

7. Rok telewizji

Nagrywaliśmy się z zabawkamiNigdy nie miałem problemów z publicznym mówieniem, pokazywaniem facjaty. W tym roku byłem kilka razy w TVP, raz w TVN, raz odwiedziłem Polskie Radio. To też powrót po dłuższym czasie. Było fajnie, miło to wspominam. Może poza jednym porankiem w TVP, tym przed którym popsuł mi się samochód.

>> http://www.tatawpracy.pl/o-nas/w-mediach/

8. Hash Rank – #1 w #engagement

To małe personalne zwycięstwo. Hash Rank to takie narzędzie, które mierzy jakość tego co robisz w blogowaniu. Przed samym końcem roku, cyferka przy pozycji “Zaangażowanie” w tagu #tata wskoczyła na #1. God, wiecie, że to przede wszystkim Wasza zasługa? Zasługa tego, że piszecie komentujecie i jesteście. Nigdy nie miałem napinki na liczby, a tu prezent z nieba. Samo się stało.

9. Tyyyyyle Was.

Tu krótko. 200 000 (dwieście tysięcy) unikalnych osób w 2014, czytaj niepowtarzalnych osób czytało mojego bloga, bez fejsbuków innych rzeczy. Sam blog, same artykuły. Zero nakładów finansowych w reklamowanie się. Przychodzicie, bo coś Was zaciekawiło. Jaram się. Nie musi być tego więcej, jestem zadowolony z tego co mam, bo nie o ilość, a o jakość tutaj chodzi 🙂

10. Rodzina

Po sporym kryzysie wiary w rodzinę, mam teraz swoją. Na dobre i na złe, w dobrym i złym czasie. Mam swoją rodzinę, dzieci wyszły mi ładne i z fajnym charakterem, żonę mam wszechogarniającą. Czego ja mam sobie życzyć? Jest dobrze.


 

Zazwyczaj jak widzę u kogoś pewną koncepcję na wpis, to odpuszczam sobie pisanie w podobny sposób. Ale Michała Góreckiego lubię, bo równy z niego typ i jest większym dzieciowym wariatem ode mnie. Trójka dzieci, that’s fucked up 🙂

Zamiast napinać się na podsumowywanie obcych sukcesów i porażek, wziął na warsztat swoje wyczyny. To dobry pomysł. Zrobiłem coś podobnego bo to dobry pomysł. Sami przypomnijcie sobie swoje dobre i gorsze momenty. Taki rachunek sumienia pozwala lepiej wystartować w nowym roku!

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here