Ostatnie dwa tygodnie, bardziej niż dom, interesował mnie mój samochód. Nie to, żebym był jakimś pasjonatem i maniakiem motoryzacyjnym. Po prostu samochód wozi mnie do pracy, na spotkania, wozi moje dzieci do przedszkola, na wakacje i wiecie… Po samym mieście robi się miliard kilometrów. Kocham go. Dwa tygodnie temu nie stało się nic specjalnego. Po prostu doszczętnie popsuł mi się samochód. Popsuł się w postaci “nieprzejścia badania technicznego”. Miał dziurę w podwoziu.

W jednym momencie straciłem grunt pod nogami. Mając dwójkę dzieci, przeskakiwanie na komunikację miejską (jeszcze po tak długiej autobusowej absencji) to jest jakiś dramat! Nigdzie nie da się zdążyć na czas. Nie da się załatwić tylu rzeczy w tak wielu miejscach na raz… nawet pomimo hardkorowych warszawskich korków, samochód jest wygodniejszy. Nie ma rodziny bez samochodu. W dzisiejszych czasach, na drzewie genealogicznym powinniśmy umieszczać dodatkowo psa i swój samochód. Serio. Przynajmniej u mnie tak to działa. W przypadku naszej rodziny, samochód, nasz członek rodziny, jest #niedozastąpienia

No doubt about it!

Po dwóch tygodniach bitwy z rzeczywistością udało się zorganizować nowy samochód. Sporo czasu musiałem spędzić, żeby do tego doprowadzić. Wiadomo, na pracy też się to odbiło. Człowiek, który chce załatwić “urzędowe sprawy” na mieście, bez samochodu, to człowiek, który przede wszystkim jest odarty z czasu. A im mniej czasu na pracę w dzień, tym więcej czasu trzeba przeznaczyć na pracę w nocy. Wiem, że słabo, ale dobrego wyjścia z tej sytuacji nie ma. Pomimo, że żona to postać nie do zastąpienia, to nie zmienia to postaci rzeczy … ktoś musi ogarnąć dzieci za dnia, a ty za tego samego dnia biegasz i organizujesz papierki.

Whatever, musiałbym napisać tekst w formacie powieści, żeby opisać ilość zadań jakie trzeba odhaczyć, żeby zorganizować sprawy formalne z nowym samochodem. A nie o tym miała być dzisiejsza myśl.

Jako, że samochód jest świeżakiem, czyściutki i błyszczący. Ma puste schowki i nie zalegają tam jeszcze nasze skrzętnie przygotowywane fanty. Musimy je zapełnić. No i właśnie. Wiecie co trzeba kupić do nowego samochodu?! Dużo trzeba kupić!

Niedużo się tu dzieje.
Niedużo się tu dzieje.

Mi niestety nie chciało się jeszcze przerzucać starych rzeczy. Więc mam mało. Mam to co jest nie do zastąpienia, zapach, ogień i telefon. Koniecznie jakiekolwiek USB z muzyką. I piątaka na śniadanie w macu. Niestety drogi McDonalds, nie dostaniecie gwiazdki Michelin, bo nie umiecie zrobić tosta w taki sposób, żeby nie był zimny/mrożony w środku. 🙂

A co siedzi u Was w schowkach?

UDOSTĘPNIJ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here