Wakacje. Mija trzeci rok i jedyne miejsce wakacyjne jakie odwiedziliśmy, to było chyba polskie morze. Rok temu. Tak mi się wydaje. Krótko, ale coś tam było. W tym roku stuka mi dziesiąty rok pracy w jednej branży. Dom mnie wychował tak, że nie powinno się zwalniać tempa. Poza tym niestety urlopy to u mnie bardzo niespotykane epizody.

Nie wiem czy powinienem wypowiadać się w temacie wakacji. Jak do tej pory mam w tym temacie dosyć niskie kompetencje. Z tego co ostatnio czytałem w mądrych publikacjach… brak urlopu to krzywda dla każdego członka rodziny. Zdrowie słabsze, więzi rodzinne słabsze, opalenizna typu “syn młynarza”. Słabiutto generalnie. Przydałby mi się jakiś trener w tym temacie. Mam nieodparte wrażenie, że dłużej bez urlopu nie pociągnę. Albo padnie mi ciało, albo umysł.

Wydaje się, że w tym roku wakacyjny wypad się uda. Może niezbyt różnorodnie, bo znowu polskie morze, ale jednak. Lepszy rydz niż nic. Ale w sumie co ja mówię. Polska daje radę, o ile będzie ładna pogoda to będzie wypas. Grunt to dobre nastawienie.

Kiedyś pisałem o moich dzieciach i ich przystosowaniu do podróży. Nie są przystosowane. Wcale. Mają zainstalowane na pokładzie fajne funkcje, ale funkcja “cisza” i funkcja “spokój i porządek” niestety nie są zainstalowane. No cóż, dzieci są ładne, więc nie muszą być poukładane, co nie? 😉

Podczas dłuższej podróży lubią udawać wozy strażackie jadące na syrenie. Żartowałem. Po prostu drą twarze jak im się coś nie podoba. Polskie morze ma to do siebie, że da się tam dojechać z Warszawy w cztery godziny. I to bez specjalnego pędzenia. Cel jest w naszym zasięgu.

Tak czy inaczej, wymaga to od nas pewnego przygotowania.

W bagażniku nie może zabraknąć pełnego asortymentu zabawek. Tych do samej podróży, jak i tych do zabawy na miejscu. Ładujemy różne rzeczy. Zobaczcie nasz zestaw 2014. Nie wyobrażacie sobie nawet ile daje grający miś z sercem na wierzchu 🙂

Wymyśliliśmy sobie, że podczas wyjazdu pomogą nam różne zabawki.

Na podróż samochodem

Mamy niezniszczalnego misia. Młoda trzyma go w rękach i wciska mu palce w serce. Źle to brzmi, ale w gruncie rzeczy to pozytywna informacja. Po wciśnięciu jego ładnego świecącego serca rozbrzmiewa muzyka, albo miś mówi coś ładnego. Świetne na wyjazd, bo jak miś ubrudzi się sokiem, albo ziemią, albo w sumie czymkolwiek spieralnym… to wyjmujesz mu wnętrze (znowu brzmi źle) i pierzesz w pralce. Dobra rzecz.

Interaktywny Miś
Interaktywny Miś

Na plażę i pod dom

Tak sobie wymyśliliśmy. Zabieramy ze sobą mały dmuchany basen. Młoda lubi się w nim kąpać. Jest mała, więc duże baseny to trochę za dużo jak na nią. Morze też może być za duże. Jakaś fala może zabrać naszą wydrę w przeciwnym kierunku niż byśmy chcieli. Na małym basenie może trzymać swoje zabawki i bezpiecznie się tam taplać. Plan jest taki, żeby zabrać basen nad morze. Brzmi dziwnie, ale takie są fakty. Postawimy basenik na plaży i będziemy mieć przynajmniej jedno dziecko na oku.

Basenowe zabawki! mistrz i nie boją się wody
Basenowe zabawki! mistrz i nie boją się wody

 

Podwodne bam bam
Podwodne bam bam

Do wieczornej zabawy w “zjazd”

Walczę ze sobą, najchętniej bym tego nie brał. Bo duże i bardziej stacjonarne, ale rozrywkę zapewnia przednią 🙂 Ciuchcia Tomek i tor do zjeżdżania. To jest akurat ostatnio jedna z ulubionych zabawek Syna. Puszczasz na górze Tomka przez pierwszy przejazd. Ten zjeżdża coraz niżej. Zjazd trwa kilka sekund.

Ale… po dwudziestym razie zatytułowanym “tato, jeszcze raz, zjazd, Tomek, jedź” ja wymiękam. Ale Syn bawi się dalej. Więc może i zabiorę to, żeby mieć trochę spokoju.

Tor Tomek i Przyjaciele
Tor Tomek i Przyjaciele

Jak to się sprawdzi?

Szczerze, to nie wiem. Moje dzieci są tak zmienne, jak brudne skarpetki w rodzinie pedantów.
Możliwe, że nic nie zadziała, a ja napiszę Wam z urlopu: “sorry taki mamy klimat, bawimy się piaskiem”. Ale jeśli dzięki którejś z zabawek zapewni mi 15 minut spokoju, to będę zadowolony 🙂

3 KOMENTARZE

  1. Już czekam na hejty, ale nie ruszam dupska z domu jeśli w aucie nie ma dvd, tableta i ładowarek do tego, reszta pierdół -pierdoł, jak to napisać??? ok, dzieci je lubią, ale jedna patrzy jak sroka w gnat na hutosie (dzięki ci twórco za 120min nieporzerwalnego dziamgania stworków), druga zajmuje się pou, trzeci śpi ze słuchawkami na uszach-mam spokój. Nikt mi jałopy przez pięć godzin jazdy nie drze, a darli cała drogę-bez przerwy. Korzystam z dobrodziejstw techniki-misie dobre w domu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here