Kiedy mój syn kończył swój pierwszy rok życia, to w mojej głowie pojawił się już temat wspólnych zabaw. Młody zaczynał chodzić, więc ja zaczynałem myśleć i kombinować jakie super rzeczy można by robić. Pierwsze myśli to standard. Gokarty, rower, piłka, wyczynowa jazda cinquecento… No bo jak inaczej można aktywnie spędzać czas z dzieckiem? Żadna inna myśl nie skalała mojego umysłu.

Mniej więcej w podobnym czasie kupiliśmy książkę o tytule mniej więcej takim: “Zabawy ojca i syna w wieku 3-5 lat”. No i w ten sposób zostałem więźniem myślenia “za wcześnie jest, żeby robić z dzieckiem cokolwiek szalonego”. No bo co tu robić. Nie umie jeszcze grać na PlayStation, dopiero co utrzymuje tablet w rękach…słabo kopie piłkę, tablica do koszykówki jest tak wysoko, że dziecko musiałoby wysłać windę na górę. Nie weźmiesz go nawet na głośny koncert jakichś kolegów, bo popsuję mu uszy już na starcie 😉

Światło w tunelu

Na szczęście przyszły inne myśli, połączone z wiedzą (zazwyczaj wiedzą żony). Mam wrażenie, że kobiety lepiej czują klimat zabaw z mikrobami. Kobieta ma więcej czułości i cierpliwości we współpracy z małymi organizmami czterokończynowymi. Oczywiście nie powinienem generalizować. Znam facetów, którzy są lepszymi matkami niż ich żony. Różnie bywa. Z mniejszymi dziećmi ojcowie również powinni się “bawić”. Piszę w cudzysłowie, bo pierwszy rok/dwa to nauka podstawowych czynności. Nie bieganie, jeżdżenie, skakanie. Tylko chwytanie, przesuwanie, podnoszenie. Prostsze rzeczy, ale nie mniej istotne jak się okazuje.

Z jednej strony jest tak, że każdy przedmiot jest dla małego dziecka ciekawy. Jeśli masz dużo czasu i fantazji, to możesz wycinać kształty z papieru itd. Ale nie zawsze trzeba to robić. Często możemy kupić sobie zabawki-przedmioty, które stworzone są w oparciu o wieloletnie doświadczenia.

Specjalnie podkreślam znaczenie jakie trzeba kłaść na jakość zabawek i pomocy naukowych, które kupujemy dziecku/sobie. Nie raz pod wpływem impulsu/dobrych chęci, kupowałem jakąś chińską zabawkę na straganie. Taką, która rozpadała się po mocniejszym dotknięciu. Omijajcie takie z daleka, bo więcej zabawy będzie w nalepianie plasterków i dezynfekcje ran u dzieci. Albo u siebie.

Pierwsze dziecko to przedskoczek

Jakkolwiek. Mam drugie dziecko, więc tym razem wiem trochę więcej. Z młodszą córką staramy się przerabiać więcej różnych zabaw niż z młodym. Przy pierwszym dziecku więcej czasu przeznacza się na martwienie “czy wszystko robię ok?”

W ramach kampanii “Pobawmy się!” organizowanej przez Fisher Price cała moja rodzina spotkała się z psychologiem dziecięcym, doktor Justyną Korzeniewską. W akcji chodzi o przywrócenie rodzicom wiary w potęgę zabawy i wspólnego spędzania czasu na dywanie. To czego się z nią nauczyliśmy, po opisaniu będzie brzmiało dla niektórych jak instruktaż chodzenia po podłodze. Ale czasem oczywistości są tak nie zauważalne, że nie przywiązujemy do nich żadnej wagi.

Pierwszy lepszy przykład

Mamy wieżę z kolorowymi okręgami. Każdy zna zasadę działania. Ale zróbcie dziecku ciekawostkę. Do jednego z kręgów przymocujcie sznurek/tasiemkę. Zabawka zyska +120 punktów do funu.

Zabawy z wstążką

Dalsze zabawy są równie zaskakujące.

Zabawa w chowanego. Ale jeszcze nie takiego pełnoprawnego. Póki dziecko jest małe, to możemy pracować na aplikacji w wersji Lite. Bawimy się w chowanego, chowając przedmioty. Jeśli chodzi o dzieci, to one zawsze wygrywają w konkursach typu “kto się lepiej schowa”, ale zanim to zrobią, muszą poznać “zasadę działania”. Chowajcie przed dziećmi przedmioty w dłoniach i poczekajcie, aż zrozumie gdzie coś schowałeś i jak do tego dotrzeć. Postępy widać niemal natychmiast. A jak opanuje coś szybko, to albo przechodzi do kolejnej czynności, albo doskonali tę jedną coraz poprawniej. Wydaje się, że to łatwy mechanizm.

zabawa-w-chowanego

Wtem aczkolwiek ponad..

Mamy zabawę niecodzienną. Niecodzienną dla dorosłego człowieka. W puszce zamknięty jest przedmiot. Przy okazji wydaje odgłos. Wystarczy poruszyć. Dziecko jest przy tym zaciekawione i szuka rozwiązania zagadki.


Chowanie do puszki. Młoda zachowywała się jakbyśmy szukali skarbu 🙂

Spotkanie trwało ponad 60 minut. Jak na dwójkę lekko pokręconych dzieci, to bawiły się świetnie i grzecznie. A my wyszliśmy z potwierdzeniem tego co myśleliśmy wcześniej. Zabawa z dzieckiem w początkowej fazie rozwoju jest bardzo ważna. Nam może wydawać się, że dokonujemy z dzieckiem banalnych czynności. Tak nam się wydaje.

Dla dziecka to są jednak wielkie historie, długie opowieści. Warto spędzać z nimi czas. Na początku zabawy nie muszą być skomplikowane. Najwyraźniej powinny być nawet jak najbardziej banalne. Do momentu kiedy banał nie przerodzi się w kombinację użytecznych banałów!

Podobno kiedyś żył koleś mający ksywę Konfucjusz. Powiedział coś mądrego:
Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zro­zumiem.

Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zro­zumiem.
Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zro­zumiem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here