Kategorie
blog

Czego nie wymienisz za Insta Story? Czyli czy influencer ma wartość.

Śmialiście się z tych śmiesznych influencerów piszących do restauracji o darmowe jedzenie? Nieźle robią sobie jaja co? 😀 Masz konto na instagramie, gdzie obserwuje Cię 10 500 osób. Masz siedemnaście lat i wrzucasz tam fotki jak artystycznie biegasz po mieście i chwytasz dzień pełnymi garściami.

Marki do Ciebie uderzają, koledzy zazdroszczą Ci, że za nic nie musisz płacić, bo jesteś influłancerem. eee! Coś takiego to nie jest influencing (czy jakkolwie by tego nie nazywać). Jeśli spłodzisz dziecko, to nie oznacza, że jesteś dobrym rodzicem. Kończysz kurs na prawo jazdy, to nie jesteś rajdowce (pomimo, że masz ładny lakier na samochodzie), pracujesz w Apple to nie stajesz się automatycznie Stiwem Jobsem. Jak masz kuchnię, to nie oznacza, że jesteś kucharzem. Jak ktoś ma konto na instagramie to nie jest influencerem.

Mamy takie czasy, że internety stały się codziennością. Każdy może sobie w tej anonimowej sferze stworzyć konto w jakimś serwisie i wrzucać tam zdjęcia. Sekretów na powiększanie oglądalności jest sporo. Poza tymi „mądrymi” są te takie a’la „hacki”. Zamiast robić ładne zdjęcie, to piszesz piętnaście milionów hashtagów, dzięki czemu ogląda Cię więcej osób.

Czasami kupujesz oglądalność na aukcji. Za tysiąc złotych można mieć konta, które WYGLĄDAJĄ jak konta ludzi, którzy mają coś do powiedzenia, czy pokazania. Żeby zdobyć „liczby” robiący z Ciebie influencera, można dać sobie 3 miesiące. Tyle wystarczy. Tylko czy to powoduje, że właściciel konta niesie jakąś wartość? Ano nie. Takie profile to laurki. Czasami bardzo nieudane. Jak te takie kartki pocztówki z obrzydliwymi grafikami, które kupuje się na poczcie.

Można mieć konto, może tam być niby dużo dużych liczb, ale to nie powoduje, że człowiek staje się strażnikiem jakiegoś skarbca i może oczekiwać jakichś profitów z tego powodu 😀 Takie przeświadczenie ludzi o tym, że mogą sobie oczekiwać darmowego jedzenia w restauracji, to jest tak duża pomyłka – że aż śmieszna.

Owszem, prawdziwi influencerzy istnieją. Influencerzy, czyli osoby mające „Zasięg”. Znam mnóstwo ludzi będących specjalistami w swoich małych dziedzinach. Mogą mieć i 100 lajków na facebooku – to się nie liczy – oni mają zbudowany autorytet, ludzie ich znają, udowodnili swoją wiedzę itd. To są influencerzy. Natomiast, żeby nie było: takie osoby zazwyczaj nie muszą o nic prosić! Jak otwierasz knajpę z kuchnią afrykańską, to opinia przypadkowej „Ali113_b” na instagramie jest warte tyle co nic. Ale polecenie rozpoznawalnego szefa kuchni robiącego tego typu jedzenie, owszem. I w takich przypadkach ten szef nie musi publikować nic w internecie. To jest prawdziwy influencer.

Zobacz to:   Masz dobrą pamięć?

W Sieci rozgorzała dyskusja o tym, że bezczelni influencerzy każą sobie dawać rzeczy za darmo. To jest okrutnie bezczelne. Ale POWSZECHNE! Gdyby sprawdzić skrzynki e-mailowe w restauracjach, to w popularnych knajpach potrafi przychodzić 10 takich wiadomości dziennie. Bez wytłumaczenia, „Kasia98” oczekuje królewskiej obsługi i wszystkiego za darmo. Tak jest, to się dzieje. I zazwyczaj te wiadomości pozostają bez odpowiedzi. Dlaczego? Bo odpisywanie na nie wyjęłoby jedną osobę na pełny etat! Taka jest skala tego zjawiska!

Czy zatem powinno się piętnować to publikując rozmowy w Sieci? I tu jest problem. Jeśli kogoś to denerwuje, to wyobrażam sobie, że publikuje takie wiadomości. Na pewno spowoduje, że nikt nie będzie do niego pisał. Nikt poza popierającymi tego typu akcje.

I ja w sumie nie mam z tym większego problemu, jeśli dostaje się bezczelne wiadomości. Natomiast szkoda, że sytuację źle się opisuje. Zamiast napisać, że „przypadkowi ludzie proszą o darmowe jedzenie”, to używa się sformułowania „influencerzy”. TO NIE SĄ INFLUENCERZY 🙂

Są influencerzy kulinarni, którzy mają zbudowany autorytet. Jest coś takiego jak niepisany kodeks blogerów kulinarnych, który mówi, że nie recenzuje się jedzenia za które się nie zapłaciło. Dlaczego? Ano, żeby być obiektywnym. Chcesz robić dobry content, to płacisz za swoje jedzenie – napiszesz takich obiektywnych recenzji 100, to możesz liczyć, że dostaniesz coś za darmo. Choć życie pokazuje, że jak pójdziesz do jakiejś knajpy 20 razy, to zdążysz się zaprzyjaźnić z restauracją i naturalnie zaczniesz dostawać darmowe posiłki. To jest aż tak proste. Wystarczy nie był wałkiem uznającym, że konto na instagramie może w 2019 roku stanowić za portfel z gotówką. Widzę, że przez te wszystkie Bliki i płatności zbliżeniowe, ludziom się przestawia punkt widzenia.

Kolejną sprawą jest fakt samej kwoty problemu. Jak ktoś ma 20 lat, idzie we dwójkę do jakiejkolwiek restauracji, to zapłacić więcej niż 80 zł to problem. Chyba, że ktoś ma przerwany żołądek i musi zjeść pięć porcji. Jeśli jakiś człowiek nie ma 80 zł, to nie powinien prosić restauracji o darmowe jedzenie – bo to oznacza, że influencerem nie jest. I prawdopodobnie nigdy nie będzie. Natomiast wiem (dużo się o tym rozmawia), że są poważni ludzie którzy biedo-prosili-żądali darmowego jedzenia 😀 Ale okrutnym byłoby wskazywać ich palcem 😀 Należy edukować, za kilka lat wszystko się unormuje 🙂

Zobacz to:   PlayStation Plus w Grudniu

Ale ale! Obśmiewamy śmiesznych influencerów. Dlaczego nie spróbować wcielić się w drugą stronę barykady? 😀 FIRMY! Zazwyczaj firmami rządzą ludzie (mówię, że zazwyczaj, bo w wyjątkowych okolicznościach są to cechy zwierzęce), którzy wszelkimi influencerami gardzą. Albo coś słyszeli, że jakiś znany człowiek zrobił coś głupio, albo że zrobił i to nie wyszło. Albo śmieszy tych prezesów, że miałby zapłacić jakiemuś śmiesznemu gamoniowi z internetu.

Normalne są rozmowy kawowe gdzie toczy się bekę do podłogi obśmiewając tych co to się internetem zajmują. Wychodzą z założenia, że oni są poważnymi biznesmanami, a twórcy z internetu to dzieci-niedojechane. Wpadają na pomysł, żeby influencerów wykorzystać. Oni coś dadzą, influencer coś napisze – będzie git. I tu jest eldorado. Gdyby twórcy zaczęli publikować treści wiadomości od firm, które piszą np:

  • mam szampon na wszy, czy chce pani butelkę w zamian za artykuł (5000 znaków) na blogu ze zdjęciami, publikacją na facebooku, instagramie i film na jutube?
  • czy chcesz zostać ambasadorem nowej premium marki? w ramach ambasadorstwa otrzymasz 10% zniżki na produkty ze sklepu
  • właśnie premierę będzie miał najnowszy najbardziej zaawansowany telefon – czy przyjdzie pan na konferencję we wtorek o 10:30 i zrobi nam za darmo jakiś 5 minutowy film, który najpierw my zaakceptujemy?
  • może pan napisać info o tym, że w naszej ofercie są produkty dla dzieci? Jesteśmy liderem w całej europie. Oferujemy panu 10 mydełek w ramach współpracy.
  • organizujemy wyjazd na zabitą dechami wioskę – musi pan przyjechać sam, oferujemy jedzenie, darmową bluzę i transport busem. Nie oferujemy pieniędzy, gdyż to ekskluzywny wyjazd. Ale najważniejsze: możecie fotografować i publikować zdjęcia z wyjazdu – bez akceptacji z klientem!
  • … takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Każda ze stron ma swoje ciemne strony, śmiesznych ludków, komiczne propozycje.

Nazwijmy zjawisko po imieniu – istnieje problem wyłudzania jedzenia przez Internet 😀 Działa z dwóch stron. Nie dajmy się temu!

Jeśli ktoś jest prawdziwym influencerem, to nie musi prosić o jedzenie. Nawet w drogiej knajpie 😀

Autor: Tata w Pracy

Jestem ojcem dwójki dzieci i autorem tego bloga. Połowę życia przepracowałem w agencjach reklamowych, zajmując się projektami digital. Od kiedy mam dzieci, szukam mądrych metod na godzenie pracy z domem. Czasami się udaje, czasami nie - najciekawsza jest w tym jednak droga, którą trzeba pokonać.