Kiedy mocno bawiła mnie “napuszona” forma przekazu płynąca z “Wiadomości TV” czy innym tym podobnych “Faktów”. Przypomina mi się news z tezą, że rodzice w dzisiejszych czasach są w stanie oddać dziecko to pierwszego lepszego klubu dla dzieci, żeby samemu bezczelnie iść na zakupy, do fryzjera, albo gorzej… na piwo. Podobno to ucieczka od odpowiedzialności.

I nie miałem żadnego stosunku do takich informacji, aż do dzisiaj. Uświadomiłem sobie, że nasze sobotnie wypady na zajęcia do Hopsalni to ratunek dla mojej duszy. Oddaję moje dzieci na godzinne zajęcia. Wiem, że świetnie się bawią (wiem, bo po wyjściu z zajęć pytają, czy możemy wrócić – pytają przez cały tydzień). Wiem, gdzie znajdują się przez godzinę. Jestem spokojny i mogę załatwić kilka swoich spraw. Wiem, że godzina to mało. Ale lepsza godzina niż nic. Podczas godziny mogę ogarnąć fryzjera, zjeść ciastko, wypić kawę. Napisać kilka slajdów prezentacji, albo zadzwonić na jeden dłuższy telefon. Godzina robi różnicę.

I przypominają mi się te “newsy z tezą” i mam nadzieję, że “dziennikarze” piszący głupie insynuacje w kierunku rodziców, zajdą w ciążę, mnogą, najlepiej czworaczą.

Nie wiem czy Wasze życie pędzi tak jak moje. Może nie. Może ja wrzucam sobie na głowę trochę za dużo i przez to moje zasoby wolnego czasu są podobne do zasobów wody w Somalii. W pełni rozumiem jednak zasadność powstawania “klubów dla dzieci”, rozumiem dlaczego coraz popularniejsze jest wynajmowanie opiekunek, zazdroszczę ludziom, których stać na opiekunkę, która przychodzi na cały dzień do domu.

Jak byłem młodszy to myślałem, że to fanaberie. Że rodzina, to taka siła, że jest samowystarczalna. Ciężko jest mi jednak dzisiaj tak na to spoglądać. Babcie i dziadkowie są co najmniej kilkaset kilometrów od nas, ale nawet jakby nie byli, aż tak daleko, to by nam to nie pomogło na co dzień. Wujków, ciotek nie mamy. Wszystkim brakuje zdrowia, a nasze dzieci do ślamazarnych nie należą. Możemy liczyć tylko na siebie i właśnie na bawialnie-przechowalnie dzieci.

Jestem fanem bawialni, jestem fanem przechowalni dzieci. Jestem fanem małpich gajów i placów zabaw. Mam nadzieję, że powstanie ich pół świata. Mam nadzieję, że będę potykał się o zjeżdżalnie dla dzieci, kluby komputerowe i boiska. Mam wielką nadzieję, że będzie coraz więcej miejsc w których będziemy mogli zostawić dzieci, żeby one mogły się rozwijać – a my … spać, odpoczywać i mieć chwilę luzu na głowie.

1 KOMENTARZ

  1. My też lubimy korzystać z takich przybytków rozkoszy dziecięcej, ale głównie w sezonie zimowym, kiedy jest za ciemno albo za zimno aby wyjść z synem na plac zabaw i się pobawić. W sezonie wiosenno – letnim główną atrakcją mojego syna jest hulajnoga i plac zabaw. Dzień bez tych atrakcji jest lekko mówiąc dniem straconym. Nawet jak siedzimy 2-3h na placu zabaw to gdy komunikuję mojemu synowi, że już musimy wracać to zawsze pada taka sama odpowiedź:
    “Ale już tato….czemu tak szybko” 🙂

    A poza tym – ta godzina potrafi zdziałać cuda, dać nam energii na cały dzień, chęci na nowe zabawy i pomysły. Nie rezygnujmy z niej 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here