Pięć lat doświadczeń, pięć lat chodzenia z dziećmi wszędzie tam gdzie chodzą dorośli. Na początku bolało, bo trudno było się przystosować do pyskatych, często krzyczących towarzyszy. Ale przez ten czas sporo się zmieniło. Mam wrażenie, że restauracje zrozumiały, że dzieciaki to element normalnego życia i warto zadbać o tę część klientów – rodzice. Tym bardziej, że rodzice to grupa społeczna mająca złoto, które chętnie wyda, byleby wyrwać się z domu.

Jeszcze niedawno w restauracjach znajdowaliśmy zazwyczaj mały kącik dla dzieci, dwa krzesełka i stolik z IKEA. Na stoliku kartki papieru, rysowanki i trochę kredek. Właściciele lokali ogarniali plan minimum i warto było już za sam fakt dostrzeżenia dzieciaków, pochwalić ich. Dobre chęci to już coś. Lepszy rydz niż nic.

Po kilka latach doświadczeń mam kompetencje, żeby napisać parę słów o dobrych praktykach w restauracjach przyjaznych dzieciom. Na szczęście wiele nie trzeba, żeby było dobrze. A jak ktoś ruszy głową trochę mocniej, to spowoduje, że jego lokal może stać się ulubionym miejscem dla tej grupy ludzi, która rzekomo jest jedną z najważniejszych w każdym rozwijającym się kraju.

Przestrzeń

Nie chciałbym stygmatyzować lokali, które po prostu nie mają miejsca na takie fanaberie jak sala zabaw. Jak ktoś nie ma, to spoko. Wtedy mały kącik będzie po prostu miłą uprzejmością.

Nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że uważam posiadanie restauracyjnej sali zabaw za niezbędne. Wręcz przeciwnie. Niech będą na rynku miejsca totalnie nieprzyjazne dzieciom. Niech będą lokale w których zawsze będzie cisza, spokój i zasady. Wszystkim to zrobi dobrze.

Lokalizacja

Pamiętam jak na początku mojego rodzicielstwa narzekałem, że brakuje mi restauracji gdzie sala zabaw jest w centralnym punkcie obiektu. Gdzie widziałbym dzieci podczas jedzenia.

Dzieciaki w restauracji
Dzieciaki w restauracji / Kura Domowa : Warszawa, ul. Zwoleńska 81

Nic tak bardzo nie blokuje rodzica, jak ciągłe myślenie o tym czy Twoje dzieci nadal znajdują się w restauracji. Sale zabaw umieszczone poza wzrokiem rodzica, powodują niepotrzebny stres. Zamiast spokojnie zjadać posiłek, nerwowo rozglądasz się na boki, wstajesz, stukasz krzesłem i przeszkadzasz innym ludziom.

Otwarta przestrzeń, ale na widoku
Otwarta przestrzeń, ale na widoku / Nasza Huśtawka : Warszawa, Trakt Lubelski 391

Źle umiejscowione miejsce dla dzieciaków, powoduje, że single i ludzie, którzy chcieliby mieć trochę spokoju, zaczynają mieć alergię na dzieciatych. A to nie robi dobrze nikomu. Nie chodzi tu o żadne “feng szuj“, ale o odrobinę praktycznego myślenia. Może to pomóc. Idąc z dziećmi w miejsce publiczne, podstawowym celem jest nie zgubić swoich współtowarzyszy.

Zabawki

Dzieciaki muszą się czymś zajmować. Najłatwiejszą sprawą są zabawki. I tu nie ma co sobie żałować. Zabawki muszą wytrzymać zabawy z różnymi dziećmi. Niektóre będą potrafiły się nimi posługiwać, inne nie.

Żeby nie kupować non stop nowych sprzętów, lepiej kupić te lepszej jakości – na szczęście dobre zabawki nie zawsze są drogie. Jeśli przeznaczycie trochę czasu na przemyślenie takich zakupów to nie będzie Was to kosztować dużo. Wiadomo, że produkty LEGO i Fisher Price są pewniakami, które przeżyją sporo powyżej średniej. Natomiast nie jesteście na nie skazani.

Asortyment zabawek jest ogromny. Jest dużo dobrych opcji, które można wybrać jako wyposażenie swojej salki.

Książki

Po zabawkach to druga rzecz, która przykuwa dzieci. Niestety zazwyczaj trzeba im je czytać… ale dobrze jak są pod ręką. Jeśli nie zamęczyło Was jeszcze czytanie w domu, to niedzielne czytanie w restauracji dla grupy nieznajomych dzieci może Was nawet odprężyć.

Zamiast kupować książki “jak leci”, poczytajcie je przed zakupem. Nie ma nic gorszego niż głupie książki. A wbrew pozorom takich na rynku jest sporo.

Jeśli nie chcesz wydać fortuny – rynek wtórny jest tak ogromny, że za przysłowiowy grosz obkupisz się na cały rok. Dzieciaki nie oceniają książek po okładce, czy po stopniu zażółcenia stron. Używane są dla nich tak samo dobre jak te nowe.

Sprzątanie po sobie

Rozumiem, że porządek jest najważniejszy. Serio, uczenie dzieci porządku to jedna z najbardziej podstawowych rzeczy które robimy. Ta nauka odbywa się w naszych domach codziennie. Rano, wieczór, we dni w nocy, sprzątanie to codzienność, wie o tym każdy rodzic.

I szczerze rozumiem, że właściciele restauracji chcieliby mieć porządeczek w swojej sali zabaw. Ale jeśli chcecie ustawić się frontem do klienta, to odpuśćcie rodzicom tę czynność.

Sami posprzątajcie po małych klientach. Nam się już straszliwie nie chce ogarniać kolejnego pokoju w którym jakimś przypadkiem wywróciło się pudełko z klockami. Jeśli chcecie, żebyśmy przychodzili wielokrotnie, zostawili więcej pieniędzy i nie szczędzili tipa – posprzątajcie sami.

Zazwyczaj tego sprzątania nie warto nawet robić, bo dzieciaki w ciągu dnia rotują się. Przychodzą jedne, wychodzą drugie.

Bezpieczeństwo

Wiesz, że meble z IKEI nie mają szansy upaść na dziecko? Czemu? Bo w instrukcji obsługi zawsze widnieje informacja, żeby przyczepiać je do ściany. Wiem, że w domu niewiele osób to robi, ale w restauracji nie powinieneś ryzykować. Przymocuj meble tak, żeby nie spadły na dzieci. I tyle, nie ma co się rozwodzić nad tym tematem.

Robisz pokój dla dzieci? Nie projektuj rzeczy mających ostre krawędzi, ciężkie przedmioty. Postaraj się, aby uszkodzone zabawki znikały z sali zabaw tak szybko jak się psują. Nie warto ryzykować.

Pewnych rzeczy nie unikniesz. Moja córka potrafi ustawić wieżę z dostępnych przedmiotów i wdrapać się na wysoki zabawkowy domek dla lalek.

Czystość

Miękki dywan na pewno złagodzi upadki. Pamiętajcie tylko, żeby go często czyścić, a jak przyjmie zbyt dużo brudu – wyrzucić.

Nie ma nic gorszego od klejących się od brudu powierzchni. Dzieciaki brudzą, noszą w łapkach jedzenie (hello, jesteśmy w restauracji przyjaznej dzieciom), chodzą w brudnych butach itd.

Nawet jeśli ktoś tego pilnuje, to dzieciaki to zwierzaki podobne do długowłosych psów biegających podczas deszczu. Ktoś wychodzący z nimi poza mury domu na pewno będzie brudny.

Nie zapuszczaj kącika dla dzieci. Dzieci i bakterie, kurz, tłuszcz i klejące się plamy, to nie są rzeczy, które do siebie pasują. Przyciągają się, ale nie pasują.

Animatorzy

Niektóre restauracje mają własnych animatorów. To miłe, choć niestety zdaję sobie sprawę, że mało opłacalne. W średniej wielkości restauracji podczas niedzielnego obiadu potrafi znaleźć się równocześnie dziesięcioro dzieciaków. Nie ma na świecie takich mocnych opiekunów, którzy poradzili by sobie z taka zgrają rozbawionych dzieci.

Natomiast jak już chcecie takiemu animatorowi płacić, to niech będzie miły i przeszkolony. Na czas posiłku oddajemy tej osobie dzieci i mamy nadzieję, że ktoś odpowiednio dopilnuje naszych skarbów. Najgorsza z możliwych opcji na tym stanowisku, to młodziutki nierozgarnięty student, który jedyne o czym myśli to “jak przetrwać popołudnie”.

Ekrany multimedialne

Nie uważam tego za coś niezbędnego. Uważam nawet, że lepiej jak ich nie ma. Dzieciaki mają wystarczająco dużo kontaktu z ekranami. Pomimo, że dobrze przykuwają uwagę, to jednak zazwyczaj są gratami. Największym problemem z takimi ekranami jest niskiej jakości ekran dotykowy, który praktycznie uniemożliwia dobrą zabawę. Dlatego, jeśli chcecie zrobić coś takiego w restauracji – zróbcie to raz, a dobrze.

Jakość przede wszystkim

Właśnie na tym chciałbym zakończyć. Budując salę zabaw w restauracji myślcie o przychodzących do niej dzieciakach, jak o swoich własnych. Stawiajcie na jakość. Lepiej mniej dobrych jakościowo zabaw, niż wiele tanich i nudnych zapychaczy czasu. Dzieciaki też nie są głupie. Nie zaangażują się w coś co jest słabe i nieinteresujące. Jeśli restauratorzy nie podołają i zrobią nudną salę zabaw, dzieciaki wrócą na salę dla dorosłych i spowodują, że odechce się nam wszystkim jeść.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here