Nawet nie wiesz ile mogłem stracić

Dla rodziców najważniejsze jest dobro ich dziecka. Dbamy o to, żeby zdrowo jadły i chodziły ciepło ubrane. Pilnujemy, żeby nikt nie zrobił im choćby najmniejszej krzywdy. Przeskakując szybko do przodu – tragedią byłoby nie zobaczyć, jak dorastają, zakładają rodziny i stają się niezależni.

Drżymy od pierwszych chwil ich życia (choćbyśmy nic nie mówili), kupujemy lepsze foteliki samochodowe, chronimy zdrowie, ubezpieczamy, bo wiemy jak kruche jest życie. Odpalamy wiadomości i zalewa nas fala tragedii całego świata.  I nie wiemy naprawdę, co i kiedy może przytrafić się nam. Oczywiście nie lubię takiego dramatycznego podejścia do życia, ale gdzieś pod skórą zawsze siedzą jakieś obawy i strachy.

Weźmy taką historię.
W ostatni długi weekend, jak zwykle, wyjechaliśmy do rodziny nad morze. Bu kończył 5 lat i chcieliśmy to uczcić wraz z dziadkami. Młodemu najbardziej zależało, aby ten czas spędzić u babci. Nikt nie przypuszczał, że coś mogłoby nam pokrzyżować plany.

W wolny piątek, leniwym rankiem, Ola wyszła z ojcem na spacer. Zabrali wszystkie psy. Wszystkie pięć. Nasze dwa psy i trzy teściów, z czego te trzy są pokaźnych rozmiarów. Mamy całkiem pokaźne stado czworonogów. Największe ważą tyle, co cała Ola 😉. Psy dawno się nie widziały, więc na spacerze był szał.

Furia (najmłodsza, ale najcięższa) z Baronem (młody i jeszcze głupkowaty) biegali jak szaleni tak, jak i cała reszta. Psy przeskakiwały przez ogrodzenia pastwisk, piły wodę ze strumyka, tarzały się i w ogóle były psami.
Wreszcie, za którymś razem, kiedy rozbawione ganiały pomiędzy tatą i Olą, jeden z nich, z całym impetem uderzył w nogi Oli. Podbił ją tym uderzeniem do góry, a ona pofrunęła jak lalka. Wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka, nic nie można było zrobić. Widok był paraliżujący. Upadając uderzyła głową o ziemię i przy okazji wykręciła sobie nogę. Nazajutrz odezwały się kolejne dolegliwości. W końcu pojechaliśmy zrobić badania, żeby upewnić się, czy nie ma poważniejszych uszkodzeń.

Nie mogliśmy się przed tym uchronić, to był wypadek losowy. Młode psy pofolgowały sobie odrobinę niefortunnie w zabawie.

Get up, stand up.
Get up, stand up.

Mogliśmy się tylko cieszyć, że zdarzyło się to na polnej drodze, a nie chwilę wcześniej,
gdy przechadzali się po betonowych płytach. Na takie wypadki jesteśmy narażeni wszyscy. Nie możemy popadać w paranoje i bać się wszystkiego, ale takie chwile sprawiają, że człowiek zaczyna się poważanie zastanawiać nad swoim życiem i dochodzi do pewnych wniosków.

Ola, jak na razie, ma uraz, bo mocno się wystraszyła. Postanowiła przebadać się mimo,
że mogło to wydawać się niegroźnym zdarzeniem. Jest mamą dwójki dzieci i boleśnie utwierdziła się w przekonaniu, że musi dbać o siebie i o swoje zdrowie. Bo rodzicielstwo to taki projekt, gdzie nie można brać L4.

Kelly Family.
Kelly Family.

Kiedyś byłem przekonany, że robię wystarczająco dużo, jeśli nie wszystko, żeby moja rodzina była bezpieczna, czy to w domu, czy w samochodzie. No i jakiś czas temu, kiedy moje bóle głowy uniemożliwiały mi funkcjonowanie, zrobiłem sobie badanie wzroku. Okazało się wtedy, że po ponad 30 latach życia, trzeba założyć okulary.

Astygmatyzm.

Czytałem o tym w Wikipedii. Mógł mi na przestrzeni lat przeszkadzać w pracy. Trochę mnie to ubawiło, bo ostatnie 5 lat przepracowałem w zawodach związanych z designem, a tu się okazuje, że każde oko widzi inny odcień czerni. Niby źle, bo to uszczerbek na zdrowiu, ale pokazuje równocześnie, że nie trzeba mieć dobrych narzędzi, żeby dobrze pracować. Jakoś dawałem radę. Przy tej okazji przepraszam wszystkich za nieprawdziwe odcienie w druku. 😉

Lepiej widzieć dokąd się idzie.
Lepiej widzieć dokąd się idzie.

W każdym razie, wynik badania był na tyle zły, że lekarz nie rekomendował jeżdżenia samochodem w nocy oraz w czasie deszczu. Gdy odbierałem nowe okulary, poza euforią, że wreszcie widzę, dotarło do mnie, jak wiele ryzykowałem przez ten czas i jak wiele mogłem stracić zupełnie nieświadomie. Byłem przekonany, że jadąc samochodem z dziećmi niweluję zagrożenie do minimum. A tu pojawiło się ryzyko, że wzrok, który uważałem zawsze za dobry, mógł płatać figle.  Dziękuję siłom wyższym, że widziałem wystarczająco dużo, żeby życie nadal mogło biec spokojnie.

Wracając na ziemię. Okulary to dla mnie przełom. Słyszałem już wcześniej o okularach, widziałem ludzi noszących je. Ale nie miałem o nich pojęcia. Całe życie miałem “dobry” wzrok i nie widziałem minusów, które mi dokuczają. 🙂

A jednak lepiej widzieć, dokąd się idzie.
Jako, że czas szaleństw mam już za sobą, w doborze oprawek kierowałem się wskazówkami optyka. To nie czas na lans, muszę dobrze widzieć, żeby nie zaszkodzić sobie i osobom w moim otoczeniu, a „Twój lekarz okulista pomoże Ci wrócić widzenie”.
Dowiedziałem się też, że szkła muszą być duże, żeby nie obciążać oczu i nie załamywać obrazu. Oprawki lekkie, żeby nie uciskały, bo to mogło powodować kolejne bóle głowy, a ból głowy wolę mieć z głowy.

Teraz jestem spokojniejszy, cieszę się jak dziecko nowym światem. Odkrywam ponownie kolory i faktury, widzę horyzont nad morzem i to, jak wiatr porusza liśćmi. Wydawało by się, że to banały, ale dla mnie to przepaść, którą udało się pokonać. Lubię oglądać ładne widoki i obrazki, doceniam szczegóły. Okulary pozwalają mi przeskoczyć, na życie w wersji HD… z HardCore na HighDefinition. W lot pojąłem też różnicę pomiędzy DVD, a Blue Ray.

Patrz na to!
Patrz to!

Kiedy mój syn mówi „zobacz tato”! To ja to widzę! Cieszę się teraz obrazem na nowo,
bo wiem jak dużo do tej pory umykało moim oczom. Odwiedźcie tych, którzy specjalizują się w oczach lekarze okuliści, optycy, pracownicy salonów – sprawdzajcie, czy przypadkiem wzrok nie wymaga lekkiego tuningu.

Pośród tych wszystkich nowych uciech dostrzegłem też coś fantastycznego – drobne płatki śniegu na ciemnym szalu mojej żony. Znikały z bordowego splotu wełny tak szybko, jak na nim lądowały. I wreszcie – pierwszy raz , jak żyję – nie był to jakiś tam chujowy śnieg z deszczem. Nie. To były małe, drobniutkie płateczki na ciemnym mięciutkim, wełnianym, długim szalu wykonanym misternie przez moją żonę. Takie malutkie Little Wonders.

3 KOMENTARZE

  1. Nie uchronimy wszystkich przed wszystkim, dobrze, że skończyło się na strachu. Ja ostatnio doszłam do podobnych wniosków, przy okazji wypadku samochodowego, który notabene spowodowałam. Szczęściem w nieszczęściu jechałam sama. Auto poszło do kasacji, ja mam traumę i na razie prowadzić nie mogę, z resztą i tak nie mam auta do odwołania.
    Dużo zdrowia dla Was:)

    PS Też muszę się wybrać do okulisty:P

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here