Zawsze dużo pracuję i dużo się denerwuję. W weekend majowy nawet nie wypocząłem, tym samym malkontent-akumulator mam naładowany. Ostatnio zacząłem rozkminiać jedną rzecz. Dlaczego mówi się o polityce pro-rodzinnej, skoro realne problemy są zazwyczaj “nie do załatwienia”.

Fakt, coś się dzieje. Rząd robi czasem fajne rzeczy, często mniej udane, ale przy tej okazji wszystko się jakoś rozwija. Ci jednak, którzy żyją z problemami “tu i teraz” za pięć lat nie będą już beneficjentami tych zmian i będą mieli prawo denerwować się, że zostali ze swoimi problemami sami, a po drodze jeden czy drugi polityk żądny władzy zrobił ze swojej gęby cholewę. O nich się nie martwię, bo mają to wliczone w ryzyko zawodowe… W diety poselskie, w podróże służbowe, świadczenia itd.

Pojawiają się głosy: “Potrzebujecie naszych dzieci, żeby płaciły podatki. Na ZUS,
na państwo, na cokolwiek.”
Może nie jest to taka strategia powiedziana“wprost”, bo na pewno poza podatkami dzieci niosą ze sobą bardziej wartościowe dodatki, ale pieniądze, które kiedyś z tymi dziećmi przyjdą, to istotna sprawa.

Ale o co chodzi, po co rodzina?

Jest jakiś inny powód.
Podczas któregoś z ostatnich briefów w pracy – kampania skierowana do młodych ludzi – przypomniało mi się, że sam jestem reprezentantem pewnej “target grupy”.
Rodzice.
Zarabiają pieniądze, które za chwilę muszą wydać na dzieci. To najlepsza grupa, do której można skierować reklamę. Potrzebuje kasy i produktów “tu i teraz’. Pieluchy? Widzisz reklamę, biegniesz do sklepu – prosty układ.

Jesteśmy najbardziej zmotywowaną grupą. Zmotywowaną nie do sukcesu, ale do przetrwania.

Rodzice, jako zdefiniowana grupa odbiorców, to ludzie, którzy nie mają wyboru.
Mają po co żyć. Mają dzieci. Chcą dla nich jak najlepiej. Generują pracę, pieniądze, podatki, usługi. Rodzice kręcą większością czystego, legalnego biznesu. Zazwyczaj nie są to ludzie z marginesu. To dobrzy ludzie taszczący kasę do wielkiego państwowego skarbca.

A może drugim dnem polityki pro-rodzinnej, jest generowanie “auto-motywacji” tych rodziców? Mamy taki cel w głowie: „robić wszystko, co w naszej mocy, bo mamy dzieci. Musimy o nie dbać za wszelką cenę”.

Przecież im więcej takich jak my, tym większe szanse na to, że państwo polskie będzie stabilne… Jesteśmy warci wszystkiego, prawda?

3 KOMENTARZE

  1. natrafiłem na badania, które mówią, że mężczyźni posiadający dzieci zarabiają o ponad 30% więcej niż mężczyźni bezdzietni. może to powinno wystarczyć jako podstawowy składnik polityki prorodzinnej?

  2. A może po protu zamiast motywować dawać pieniążki itd Państwo zostawiło by nas w spokoju? Czekam takich czasów Czuje że jakby Państwo nie zabierało nam 70% w podatkach to mielibyśmy czas na wszystko

  3. Na ten temat powstało już mnóstwo dyskusji, które niestety do niczego nie prowadzą. Państwo robi swoje. My musimy płacić olbrzymie podatki. Wypłata tak naprawdę jest tylko chwilowa, bo idzie na same opłaty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here