Jak zobaczyłem to video, to muszę się przyznać, że pomyślałem standardowo – słabizna. Tak, zachowałem się jak internetowy bezmózg kierujący się wrażeniem estetycznym. Mój flashowy kolega dziabnąłby takie coś w jeden wieczór. Przez ten pryzmat wygłosiłem opinię. Na szczęście taką opinię wygłosiłem tylko i wyłącznie przed sobą samym.

Nie dziwi mnie, że pierwsze komentarze były krytyczne. Jako pierwsze dowiedziały się o tym filmie media branżowe. Każdy pracujący w jakiejkolwiek agencji reklamowej choćby ze średniej półki, wie, że od strony kreacji nie jest to jakiś majstersztyk. Jeśli jedyne co się dla Ciebie liczy to wrażenia estetyczne, to nie rozmnażaj się.

Tutaj jednak liczy się coś innego

Nie liczą się opinie gimnazjum. Nie liczy się opinia 25 latków. Nie liczy się opinia branży reklamowej. Nie liczy się opinia czytelników Wprost. Nie liczy się opinia internautów samych w sobie. Nie liczy się żaden komentarz na YouTube.

Liczy się…

Na pewno żadna opinia się nie liczy. Liczy się to, żeby w głowach RODZICÓW coś zostało – rodziców, czyli takich ludzi, którzy mają dzieci – prawdopodobnie moich czytelników. Liczy się, żebyśmy MY, RODZICE pamiętali, żeby sprawdzić autobus, którym nasze dziecko ma pojechać na wakacje. Za każdym razem kiedy Twoje dziecko ma pojechać na wakacje autokarem, przypomnij sobie ten film. I tyle. Smutny Autobusie – nie umarłeś na darmo.

Puść tego linka internetowym gnidom, które śmieją się ze Smutnego Autobusu.
Smutny Autobus uratuje w te wakacje więcej dzieci niż wszystkie fotoradary razem wzięte.

 

 

2 KOMENTARZE

  1. A ja tam uważam film za nieco nietrafiony, bo przez personifikację autobusu przez prawie cały filmik byłam przekonana, że chodzi o to, że znęcanie i wyśmiewanie słabszych, biedniejszych czy chorych potrafi doprowadzić ich do samobójstwa (temat też ważny), że czasem nawet jak znajdą pomoc, to złe odczucia i emocje mogą przeważyć. Dopiero komentarz “Nie pozwól by Twoje dziecko…” wyprowadził mnie z błędu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here